Pokochałam zielone szparagi. Szkoda, że to już koniec sezonu. Kupiłam już chyba ostatni pęczek i część wykorzystałam do tej właśnie pizzy, a część zamroziłam na kolejną ;).
Wcześniej robiłam już pizze ze szparagami, ale bez słodkiego dodatku.
Dla trzech łakomczuchów:
ciasto:
2 i 1/4 szklanki mąki pszennej typu 650
3/4 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej typu 1850
łyżeczka cukru
łyżeczka soli
paczka suchych drożdży 7g
około 310ml ciepłej wody
pięć łyżek oliwy
Mąkę wsypałam do miski, dodałam sól i cukier oraz drożdże. Wymieszałam
suche składniki drewnianą łyżką i dolałam wodę. Na początku ciasto może
się wydać troszkę zbyt luźne, ale mąka powoli wchłonie nadmiar wilgoci.
Gdy już całość jest dokładnie połączona to zdejmuję z łyżki przyklejone
ciasto, dolewam oliwę i za pomocą ręki staram się wgnieść tłuszcz do
ciasta. Jest ono miękkie, przyjemnie ciepłe i delikatne. Jeśli klei się
do ręki to znak, że trzeba dosypać odrobinę mąki, a jeśli nie jest
plastyczne i zbija się w twarda kulkę to śmiało możecie dolać trochę
wody. Każda mąka jest inna, więc musicie kierować się intuicją. Formuję z
ciasta dosyć płaską kulkę i nakrywam grubszą ściereczką. Odstawiam w
ciepłe miejsce na około godzinę.
Po wyrośnięciu oprószonymi mąką rękami dzielę ciasto na trzy kawałki i
rozkładam je na wyłożonej papierem do pieczenia dużej blasze. Można
uformować okrągłe placki, większe lub mniejsze. To zależy od Waszej
inwencji. Nas jest trójka i od razu poszłam na całość ;). Placki jednak
należy rozpłaszczyć na około pół centymetrową grubość. Wtedy zanurzonymi
w mące palcami staram się zrobić pulchne brzeg ugniatając ciasto jakiś
centymetr od samego brzegu placków. Tak przygotowane spody cienko
smaruję lekkim sosem czosnkowym i układam dodatki.
lekki sos czosnkowy:
200g jogurtu naturalnego
trzy średnie ząbki czosnku
sól morska
świeżo mielony pieprz
sok z cytryny
Do miseczki przekładam jogurt, dodaję sól i pieprz oraz drobno starty
lub przeciśnięty czosnek. Dokładnie mieszam by sól się rozpuściła.
Dodaję kilka kropli soku z cytryny by połączyła i zrównoważyła smaki
oraz nadała sosowi lekkości. Może być troszkę zbyt intensywny, ale w
końcu to on przyprawia nam pizzę.
dodatki:
200g zielonych szparagów
plastry ananasa z puszki
jeden pomidor
kukurydza z puszki
żółty ser
kilka podsmażonych pieczarek
świeżo mielony pieprz
rukola
Pizza jest na tyle wdzięczna, że przyjmie chyba każde dodatki ;).
Szparagi umyłam, obieraczką obrałam ze skórki prawie pod samą główkę, pokroiłam skośnie na pół i lekko obgotowałam we wrzątku, aby
na pizzy nie były zbyt twarde. Pierw gotowałam dolne części, a na sam
koniec wrzuciłam główki bo są delikatniejsze.
Na przygotowane spody z ciasta nałożyłam po dwie łyżki sosu, który
dokładnie rozprowadziłam. Nie można go dać za dużo bo wszystko będzie
pływać, a ciasto rozmięknie. Na sos położyłam plasterki sera, szparagi, pomidora, posypałam kukurydzą, dodałam podsmażone pieczarki i pokrojonego na mniejsze kawałki ananasa. Posypałam pieprzem. Zostawiłam pizzę na jakieś 10
minut i w tym czasie wyraźnie było widać, że znów podrosła. Piekłam
przez około 25 minut w 180stopniach bez termoobiegu na środkowej półce.
Pizza była gotowa gdy brzegi się zarumieniły, a po wyjęciu łatwo
przesuwała się po papierze. Można też ostrożnie zajrzeć pod spód, bo
musi być rumiana i przy postukaniu wydawać głuchy dźwięk jak dobrze
wypieczony chleb. Jeśli ser nie zdąży się zarumienić można pizzę na
kilka minut przełożyć na wyższą półkę.
Upieczoną pizze polałam resztą czosnkowego sosu, a na wierch dałam dużo świeżo umytej rukoli. Pychota! ;)
Smacznego! ;))
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drożdżowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drożdżowe. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 23 czerwca 2013
piątek, 31 maja 2013
Śląski kołocz z serem, makiem i kruszonką.
Mama mówiła, że zawsze nam taki piekła gdy byliśmy mali. Pomagała mi w przygotowaniach, a w kuchni co chwilę było słychać: "mamo, tak dobrze?". Niby takie ciasto można tutaj kupić w prawie każdym sklepie, ale nie ma to jak wspólnie przygotowywane domowe wypieki.
Pewnie znajdą się i tacy, którzy powiedzą że to nie stało koło śląskiego kołocza. Jednak u mnie, w moim śląskim domu jest właśnie taka tradycja i takie ciasto piekło się od pokoleń.
Na blachę o wymiarach 37cm x21cm i wysoka na 7cm*:
ciasto drożdżowe:
półtorej szklanki mąki pszennej typu 650
dwie łyżki cukru trzcinowego
szczypta soli
pół paczki suchych drożdży 7g
dwie łyżki mąki ziemniaczanej
150ml mleka
25g masła
Do miski wsypałam obie mąki, cukier, sól oraz drożdże. Przemieszałam składniki placem i dolałam ciepłe mleko. Drewnianą łyżką mieszałam, aż powstała w miarę zwarta i lekko lepka kulka. Dodałam rozpuszczone masło i już za pomocą ręki wtłoczyłam je do ciasta. Chwilę to trwało, bo ciasto jest dosyć miękkie. Do mleka i masła używam zawsze tego samego garnuszka, po co sobie dokładać zmywania ;). Chwilkę gniotłam ciasto, aż wchłonęło masło. Przykryłam ściereczką i odstawiłam w ciepłe miejsce na około godzinę. W tym czasie przygotowałam masę makowa i serową.
masa makowa:
350ml suchego maku
pół litra wrzątku
75g rodzynek
1/4 szklanki trzcinowego cukru
Suchy mak zmieliłam w młynku. Jeśli ktoś nie ma młynka to już teraz da się kupić zmielony mak bez dodatków. W takiej samej paczce co ten suchy. Do garnuszka z wrzątkiem wrzuciłam rodzynki. Na wolnym ogniu chwilkę gotowałam, a kiedy ładnie napuchły wrzuciłam zmielony mak. Zdjęłam garnek z ognia i dokładnie wymieszałam mak z wodą i rodzinkami. Powstała przyjemnie wilgotna, ale nie lejąca masa. Musi się łatwo nabierać na łyżkę. Mieszankę należy ostrożnie podgrzać bo łatwo się przypala. Dodałam cukier i po dokładnym wymieszaniu spróbowałam czy masa jest dosyć słodka. Mak w sumie wystarczy zaparzyć, nie trzeba go mocno smażyć bo będzie przesuszony. Jeśli macie wątpliwości to podczas pieczenia część wilgoci przecież odparuje.
masa serowa:
500g twarogu sernikowego
dwie kostki chudego twarogu u mnie 2x275g
150g trzcinowego cukru
paczka waniliowego budyniu
łyżeczka proszku do pieczenia
Miękki ser przełożyłam do miski i wymieszałam z cukrem, budyniem oraz proszkiem. Na koniec wkruszyłam chudy ser i wymieszałam. Masa jest dosyć gęsta, a pod wpływem proszku zrobi się puszysta.
kruszonka:
szklanka mąki pszennej typu 650
szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej typu 1850
200g margaryny do pieczenia lub masła
łyżeczka proszku do pieczenia
dwie łyżeczki greckiego jogurtu
dwie łyżki gorzkiego kakao
Mąki i proszek wsypałam do miski i dodałam do nich pokrojony w mniejsze kawałki tłuszcz. Palcami ucierałam składniki, aż połączyły się w miarę zwartą, ale lekko kruszącą się kulkę. Dodałam wtedy grecki jogurtu i masa zaczęła się lekko lepić. Z całości oderwałam 1/3 masy i odłożyłam do lodówki. Do reszty wgniotłam ciemne kakao. Podzielić można ją też inaczej, ale ja zdecydowanie bardziej wolę kakaowa kruszonkę. Ciemną część także włożyłam do lodówki. Uprzednio jednak dobrze jest je zawinąć w folię lub włożyć do woreczka. Inaczej może się na nich zrobić sucha skorupka.
Gdy drożdżowe ciasto już nam pięknie wyrośnie należy wyłożyć formę papierem do pieczenia. Lekko pomoczonymi w ciepłej wodzie palcami równo rozprowadzić ciasto na dnie blachy. Wyłożoną ciastem formę należy ostawić w ciepłe miejsce na jakieś 10 minut by znów lekko podrosło. Na górę wyłożyłam całą masę serową i w równych odstępach za pomocą łyżki porobiłam w niej rowki w które ponakładałam mak. W rogu blachy zostawiłam ser, później pasek maku i znów ser. Powstały z tego naprzemienne, ukośne paski. Dzięki temu krojąc ciasto każdy dostanie kawałek z serem i makiem. Kruszonkę wyjęłam z lodówki i układałam ją plackami w niewielkich odstępach tak by na maku była jasna, a na serze ciemna łatka. Przerwy w kruszonce wypełniłam pozostałą ciemną.
Piekłam przez godzinę bez termoobiegu na środkowej półce w temperaturze 175 stopni.
Wystający ser powinien się zarumienić i przy dotknięciu stawiać lekki opór. Tym razem sposób z patyczkiem się nie sprawdzi, bo ciasto samo w sobie jest dosyć wilgotne. Dla pewności zostawiam je zawsze w stygnącym piekarniku. Gorące jest pyszne, ale pełnię smaku uzyskuje na drugi dzień. Na noc ciasto przykrywam folią.
My całą blachę wrąbaliśmy w trzy dni. Było tak pyszne, że nie mogłam się od niego oderwać...
Smacznego! ;))
*blaszkę zawsze mierzę od spodu, bo rozszerza się ku górze.
Pewnie znajdą się i tacy, którzy powiedzą że to nie stało koło śląskiego kołocza. Jednak u mnie, w moim śląskim domu jest właśnie taka tradycja i takie ciasto piekło się od pokoleń.
Na blachę o wymiarach 37cm x21cm i wysoka na 7cm*:
ciasto drożdżowe:
półtorej szklanki mąki pszennej typu 650
dwie łyżki cukru trzcinowego
szczypta soli
pół paczki suchych drożdży 7g
dwie łyżki mąki ziemniaczanej
150ml mleka
25g masła
Do miski wsypałam obie mąki, cukier, sól oraz drożdże. Przemieszałam składniki placem i dolałam ciepłe mleko. Drewnianą łyżką mieszałam, aż powstała w miarę zwarta i lekko lepka kulka. Dodałam rozpuszczone masło i już za pomocą ręki wtłoczyłam je do ciasta. Chwilę to trwało, bo ciasto jest dosyć miękkie. Do mleka i masła używam zawsze tego samego garnuszka, po co sobie dokładać zmywania ;). Chwilkę gniotłam ciasto, aż wchłonęło masło. Przykryłam ściereczką i odstawiłam w ciepłe miejsce na około godzinę. W tym czasie przygotowałam masę makowa i serową.
masa makowa:
350ml suchego maku
pół litra wrzątku
75g rodzynek
1/4 szklanki trzcinowego cukru
Suchy mak zmieliłam w młynku. Jeśli ktoś nie ma młynka to już teraz da się kupić zmielony mak bez dodatków. W takiej samej paczce co ten suchy. Do garnuszka z wrzątkiem wrzuciłam rodzynki. Na wolnym ogniu chwilkę gotowałam, a kiedy ładnie napuchły wrzuciłam zmielony mak. Zdjęłam garnek z ognia i dokładnie wymieszałam mak z wodą i rodzinkami. Powstała przyjemnie wilgotna, ale nie lejąca masa. Musi się łatwo nabierać na łyżkę. Mieszankę należy ostrożnie podgrzać bo łatwo się przypala. Dodałam cukier i po dokładnym wymieszaniu spróbowałam czy masa jest dosyć słodka. Mak w sumie wystarczy zaparzyć, nie trzeba go mocno smażyć bo będzie przesuszony. Jeśli macie wątpliwości to podczas pieczenia część wilgoci przecież odparuje.
masa serowa:
500g twarogu sernikowego
dwie kostki chudego twarogu u mnie 2x275g
150g trzcinowego cukru
paczka waniliowego budyniu
łyżeczka proszku do pieczenia
Miękki ser przełożyłam do miski i wymieszałam z cukrem, budyniem oraz proszkiem. Na koniec wkruszyłam chudy ser i wymieszałam. Masa jest dosyć gęsta, a pod wpływem proszku zrobi się puszysta.
kruszonka:
szklanka mąki pszennej typu 650
szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej typu 1850
200g margaryny do pieczenia lub masła
łyżeczka proszku do pieczenia
dwie łyżeczki greckiego jogurtu
dwie łyżki gorzkiego kakao
Mąki i proszek wsypałam do miski i dodałam do nich pokrojony w mniejsze kawałki tłuszcz. Palcami ucierałam składniki, aż połączyły się w miarę zwartą, ale lekko kruszącą się kulkę. Dodałam wtedy grecki jogurtu i masa zaczęła się lekko lepić. Z całości oderwałam 1/3 masy i odłożyłam do lodówki. Do reszty wgniotłam ciemne kakao. Podzielić można ją też inaczej, ale ja zdecydowanie bardziej wolę kakaowa kruszonkę. Ciemną część także włożyłam do lodówki. Uprzednio jednak dobrze jest je zawinąć w folię lub włożyć do woreczka. Inaczej może się na nich zrobić sucha skorupka.
Gdy drożdżowe ciasto już nam pięknie wyrośnie należy wyłożyć formę papierem do pieczenia. Lekko pomoczonymi w ciepłej wodzie palcami równo rozprowadzić ciasto na dnie blachy. Wyłożoną ciastem formę należy ostawić w ciepłe miejsce na jakieś 10 minut by znów lekko podrosło. Na górę wyłożyłam całą masę serową i w równych odstępach za pomocą łyżki porobiłam w niej rowki w które ponakładałam mak. W rogu blachy zostawiłam ser, później pasek maku i znów ser. Powstały z tego naprzemienne, ukośne paski. Dzięki temu krojąc ciasto każdy dostanie kawałek z serem i makiem. Kruszonkę wyjęłam z lodówki i układałam ją plackami w niewielkich odstępach tak by na maku była jasna, a na serze ciemna łatka. Przerwy w kruszonce wypełniłam pozostałą ciemną.
Piekłam przez godzinę bez termoobiegu na środkowej półce w temperaturze 175 stopni.
Wystający ser powinien się zarumienić i przy dotknięciu stawiać lekki opór. Tym razem sposób z patyczkiem się nie sprawdzi, bo ciasto samo w sobie jest dosyć wilgotne. Dla pewności zostawiam je zawsze w stygnącym piekarniku. Gorące jest pyszne, ale pełnię smaku uzyskuje na drugi dzień. Na noc ciasto przykrywam folią.
My całą blachę wrąbaliśmy w trzy dni. Było tak pyszne, że nie mogłam się od niego oderwać...
Smacznego! ;))
*blaszkę zawsze mierzę od spodu, bo rozszerza się ku górze.
niedziela, 26 maja 2013
Pizza ze szparagami.
Muszę przyznać, że moje drugie podejście do szparagów jest bardzo udane. Może tak być, bo pierwsze było z białymi i jakoś nie podeszły ;). Poprzedni przepis był na banalne szparagi z patelni, a teraz mam przyjemność zaprosić Was na pizzę. Do tego moje ukochane ciasto.
Dla trzech łakomczuchów:
ciasto:
2 i 1/4 szklanki mąki pszennej typu 650
3/4 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej typu 1850
łyżeczka cukru
łyżeczka soli
paczka suchych drożdży 7g
około 310ml ciepłej wody
pięć łyżek oliwy
Mąkę wsypałam do miski, dodałam sól i cukier oraz drożdże. Wymieszałam suche składniki drewnianą łyżką i dolałam wodę. Na początku ciasto może się wydać troszkę zbyt luźne, ale mąka powoli wchłonie nadmiar wilgoci. Gdy już całość jest dokładnie połączona to zdejmuję z łyżki przyklejone ciasto, dolewam oliwę i za pomocą ręki staram się wgnieść tłuszcz do ciasta. Jest ono miękkie, przyjemnie ciepłe i delikatne. Jeśli klei się do ręki to znak, że trzeba dosypać odrobinę mąki, a jeśli nie jest plastyczne i zbija się w twarda kulkę to śmiało możecie dolać trochę wody. Każda mąka jest inna, więc musicie kierować się intuicją. Formuję z ciasta dosyć płaską kulkę i nakrywam grubszą ściereczką. Odstawiam w ciepłe miejsce na około godzinę.
Po wyrośnięciu oprószonymi mąką rękami dzielę ciasto na trzy kawałki i rozkładam je na wyłożonej papierem do pieczenia dużej blasze. Można uformować okrągłe placki, większe lub mniejsze. To zależy od Waszej inwencji. Nas jest trójka i od razu poszłam na całość ;). Placki jednak należy rozpłaszczyć na około pół centymetrową grubość. Wtedy zanurzonymi w mące palcami staram się zrobić pulchne brzeg ugniatając ciasto jakiś centymetr od samego brzegu placków. Tak przygotowane spody cienko smaruję lekkim sosem czosnkowym i układam dodatki.
lekki sos czosnkowy:
200g jogurtu naturalnego
trzy średnie ząbki czosnku
sól morska
świeżo mielony pieprz
sok z cytryny
Do miseczki przekładam jogurt, dodaję sól i pieprz oraz drobno starty lub przeciśnięty czosnek. Dokładnie mieszam by sól się rozpuściła. Dodaję kilka kropli soku z cytryny by połączyła i zrównoważyła smaki oraz nadała sosowi lekkości. Może być troszkę zbyt intensywny, ale w końcu to on przyprawia nam pizzę.
dodatki:
200g zielonych szparagów
kulka mozzarelli
jeden pomidor
świeżo mielony pieprz
Szparagi umyłam, pokroiłam skośnie i lekko obgotowałam we wrzątku, aby na pizzy nie były zbyt twarde. Pierw gotowałam dolne części, a na sam koniec wrzuciłam główki by jedynie się zblanszowały.
Na przygotowane spody z ciasta nałożyłam po dwie łyżki sosu, który dokładnie rozprowadziłam. Nie można go dać za dużo bo wszystko będzie pływać, a ciasto rozmięknie. Ułożyłam szparagi, pomidora i na samą górę porwaną mozzarellę. Posypałam pieprzem. Zostawiłam pizzę na jakieś 10 minut i w tym czasie wyraźnie było widać, że znów podrosła. Piekłam przez około 25 minut w 180stopniach bez termoobiegu na środkowej półce. Pizza była gotowa gdy brzegi się zarumieniły, a po wyjęciu łatwo przesuwała się po papierze. Można też ostrożnie zajrzeć pod spód, bo musi być rumiana i przy postukaniu wydawać głuchy dźwięk jak dobrze wypieczony chleb. Jeśli ser nie zdąży się zarumienić można pizzę na kilka minut przełożyć na wyższą półkę.
Upieczoną pizze polałam resztą czosnkowego sosu. Pychota! ;)
Smacznego!
Dla trzech łakomczuchów:
ciasto:
2 i 1/4 szklanki mąki pszennej typu 650
3/4 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej typu 1850
łyżeczka cukru
łyżeczka soli
paczka suchych drożdży 7g
około 310ml ciepłej wody
pięć łyżek oliwy
Mąkę wsypałam do miski, dodałam sól i cukier oraz drożdże. Wymieszałam suche składniki drewnianą łyżką i dolałam wodę. Na początku ciasto może się wydać troszkę zbyt luźne, ale mąka powoli wchłonie nadmiar wilgoci. Gdy już całość jest dokładnie połączona to zdejmuję z łyżki przyklejone ciasto, dolewam oliwę i za pomocą ręki staram się wgnieść tłuszcz do ciasta. Jest ono miękkie, przyjemnie ciepłe i delikatne. Jeśli klei się do ręki to znak, że trzeba dosypać odrobinę mąki, a jeśli nie jest plastyczne i zbija się w twarda kulkę to śmiało możecie dolać trochę wody. Każda mąka jest inna, więc musicie kierować się intuicją. Formuję z ciasta dosyć płaską kulkę i nakrywam grubszą ściereczką. Odstawiam w ciepłe miejsce na około godzinę.
Po wyrośnięciu oprószonymi mąką rękami dzielę ciasto na trzy kawałki i rozkładam je na wyłożonej papierem do pieczenia dużej blasze. Można uformować okrągłe placki, większe lub mniejsze. To zależy od Waszej inwencji. Nas jest trójka i od razu poszłam na całość ;). Placki jednak należy rozpłaszczyć na około pół centymetrową grubość. Wtedy zanurzonymi w mące palcami staram się zrobić pulchne brzeg ugniatając ciasto jakiś centymetr od samego brzegu placków. Tak przygotowane spody cienko smaruję lekkim sosem czosnkowym i układam dodatki.
lekki sos czosnkowy:
200g jogurtu naturalnego
trzy średnie ząbki czosnku
sól morska
świeżo mielony pieprz
sok z cytryny
Do miseczki przekładam jogurt, dodaję sól i pieprz oraz drobno starty lub przeciśnięty czosnek. Dokładnie mieszam by sól się rozpuściła. Dodaję kilka kropli soku z cytryny by połączyła i zrównoważyła smaki oraz nadała sosowi lekkości. Może być troszkę zbyt intensywny, ale w końcu to on przyprawia nam pizzę.
dodatki:
200g zielonych szparagów
kulka mozzarelli
jeden pomidor
świeżo mielony pieprz
Szparagi umyłam, pokroiłam skośnie i lekko obgotowałam we wrzątku, aby na pizzy nie były zbyt twarde. Pierw gotowałam dolne części, a na sam koniec wrzuciłam główki by jedynie się zblanszowały.
Na przygotowane spody z ciasta nałożyłam po dwie łyżki sosu, który dokładnie rozprowadziłam. Nie można go dać za dużo bo wszystko będzie pływać, a ciasto rozmięknie. Ułożyłam szparagi, pomidora i na samą górę porwaną mozzarellę. Posypałam pieprzem. Zostawiłam pizzę na jakieś 10 minut i w tym czasie wyraźnie było widać, że znów podrosła. Piekłam przez około 25 minut w 180stopniach bez termoobiegu na środkowej półce. Pizza była gotowa gdy brzegi się zarumieniły, a po wyjęciu łatwo przesuwała się po papierze. Można też ostrożnie zajrzeć pod spód, bo musi być rumiana i przy postukaniu wydawać głuchy dźwięk jak dobrze wypieczony chleb. Jeśli ser nie zdąży się zarumienić można pizzę na kilka minut przełożyć na wyższą półkę.
Upieczoną pizze polałam resztą czosnkowego sosu. Pychota! ;)
Smacznego!
środa, 22 maja 2013
Pełnoziarnisty chleb drożdżowy z ziarnami i kminkiem.
Zakochałam się w domowym chlebie! Nawet moja mama, która nie przepada specjalnie za pieczywem pełnym farfocli sama przypomina, że chleb się kończy i trzeba zarobić nowy ;). Do tego po każdym wypieku mówi, że ten jest najlepszy. Czyli jest progres, z czego jestem bardzo dumna!
Na jeden bochenek w małej keksówce 25cm x12cm x8cm:
dwie szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej typu 1850
szklanka płatków owsianych (nie te błyskawiczne!)
szklanka mieszanki ulubionych ziaren (u mnie 1/4 siemienia, 1/4 pestek dyni i 1/2 słonecznika)
pół łyżeczki kminku
łyżka cukru
półtorej łyżeczki soli
paczka suchych drożdży 7g
pół litra ciepłej wody
dwie łyżki płatków owsianych do posypania chleba po górze
Suche składniki wsypałam do miski i wymieszałam palcem. Dolałam wodę i dokładnie wszystko wymieszałam. Miskę z zarobionym ciastem przykryłam ściereczką i postawiłam w ciepłe miejsce. Po około godzinie wymieszałam ciasto, które mocno urosło i pięknie pachniało drożdżami. Przełożyłam je do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Wygładziłam wierzch chleba drewnianą łyżką zamoczoną w ciepłej wodzie i posypałam płatkami. Łyżką lekko jakby je wbiłam w ciasto, bo inaczej po upieczeniu mogłoby odpaść. Chleb nakryłam ściereczką i zostawiłam na jakieś pół godziny do ponownego wyrośnięcia. W tym czasie lekko wyszedł ponad foremkę.
Piekłam go przez około godzinę w temperaturze 200 stopni bez termoobiegu. Po tym czasie wyjęłam go za papier z formy i postukałam w boki, wydawały ten cudowny i charakterystyczny dźwięk. Chleb jednak nie będzie cały w chrupiącej skórę, boki i spód będą miękkie i sprężyste. Jeśli dźwięk jest za mało głuchy to warto dopiec chleb przez jakieś 10 minut.
Po upieczeniu wyjęłam chleb z formy i studziłam na kratce z piekarnika.
Po wystudzeniu odklejam papier, chyba że nie wytrzymam i zrobię to na gorąco. Ale chodzi mi o to, że gdy chleb jest zimny zostawiam go w papierze i tak zawijam folią aluminiową. W ten sposób poprzednie wytrzymały trzy dni, więcej im nie było dane przetrwać, bo zostały zjedzone!
Jeśli ktoś bardzo nie lubi kminku to oczywiście może go pominąć.
Smacznego! ;))
Na jeden bochenek w małej keksówce 25cm x12cm x8cm:
dwie szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej typu 1850
szklanka płatków owsianych (nie te błyskawiczne!)
szklanka mieszanki ulubionych ziaren (u mnie 1/4 siemienia, 1/4 pestek dyni i 1/2 słonecznika)
pół łyżeczki kminku
łyżka cukru
półtorej łyżeczki soli
paczka suchych drożdży 7g
pół litra ciepłej wody
dwie łyżki płatków owsianych do posypania chleba po górze
Suche składniki wsypałam do miski i wymieszałam palcem. Dolałam wodę i dokładnie wszystko wymieszałam. Miskę z zarobionym ciastem przykryłam ściereczką i postawiłam w ciepłe miejsce. Po około godzinie wymieszałam ciasto, które mocno urosło i pięknie pachniało drożdżami. Przełożyłam je do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Wygładziłam wierzch chleba drewnianą łyżką zamoczoną w ciepłej wodzie i posypałam płatkami. Łyżką lekko jakby je wbiłam w ciasto, bo inaczej po upieczeniu mogłoby odpaść. Chleb nakryłam ściereczką i zostawiłam na jakieś pół godziny do ponownego wyrośnięcia. W tym czasie lekko wyszedł ponad foremkę.
Piekłam go przez około godzinę w temperaturze 200 stopni bez termoobiegu. Po tym czasie wyjęłam go za papier z formy i postukałam w boki, wydawały ten cudowny i charakterystyczny dźwięk. Chleb jednak nie będzie cały w chrupiącej skórę, boki i spód będą miękkie i sprężyste. Jeśli dźwięk jest za mało głuchy to warto dopiec chleb przez jakieś 10 minut.
Po upieczeniu wyjęłam chleb z formy i studziłam na kratce z piekarnika.
Po wystudzeniu odklejam papier, chyba że nie wytrzymam i zrobię to na gorąco. Ale chodzi mi o to, że gdy chleb jest zimny zostawiam go w papierze i tak zawijam folią aluminiową. W ten sposób poprzednie wytrzymały trzy dni, więcej im nie było dane przetrwać, bo zostały zjedzone!
Jeśli ktoś bardzo nie lubi kminku to oczywiście może go pominąć.
Smacznego! ;))
wtorek, 14 maja 2013
Pełnoziarnisty chleb razowy ze słonecznikiem i siemieniem lnianym.
Poprzedni chleb był pyszny, ale ten zdecydowanie bije go na głowę! Wilgotny i sycący, a chrupiący słonecznik na górze to taka przysłowiowa wisienka na torcie ;). Do tego banalnie prosty w przygotowaniu!
Na jeden bochenek w małej keksówce 25cm x12cm x8cm:
dwie i pół szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej typu 1850
szklanka mąki pszennej razowej do wypieku chleba typu 2000
pół szklanki siemienia lnianego
pół szklanki łuskanych ziaren słonecznika
1/3 szklanki otrębów żytnich
łyżka cukru
półtorej łyżeczki soli
paczka suchych drożdży 7g
pół litra ciepłej wody
łyżka ziaren słonecznika do posypania chleba po górze
Suche składniki wsypałam do miski i wymieszałam palcem. Dolałam wodę i dokładnie wszystko wymieszałam. Miskę z zarobionym ciastem przykryłam ściereczką i postawiłam na garnuszku z ciepłą wodą, bo było bardzo zimno i bałam się że nie wyrośnie. Po około godzinie wymieszałam wyrośnięte ciasto, które mocno urosło i pięknie pachniało drożdżami. Przełożyłam je do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Wygładziłam wierzch chleba drewnianą łyżką zamoczoną w ciepłej wodzie i posypałam słonecznikiem. Łyżką lekko jakby go wbiłam w ciasto. Chleb nakryłam ściereczką i zostawiłam na jakieś pół godziny do ponownego wyrośnięcia. W tym czasie lekko wyszedł ponad foremkę.
Piekłam go przez około 85 minut w temperaturze 200 stopni bez termoobiegu.
Po upieczeniu wyjęłam chleb z formy i studziłam na kratce z piekarnika.
Smacznego! ;))
Na jeden bochenek w małej keksówce 25cm x12cm x8cm:
dwie i pół szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej typu 1850
szklanka mąki pszennej razowej do wypieku chleba typu 2000
pół szklanki siemienia lnianego
pół szklanki łuskanych ziaren słonecznika
1/3 szklanki otrębów żytnich
łyżka cukru
półtorej łyżeczki soli
paczka suchych drożdży 7g
pół litra ciepłej wody
łyżka ziaren słonecznika do posypania chleba po górze
Suche składniki wsypałam do miski i wymieszałam palcem. Dolałam wodę i dokładnie wszystko wymieszałam. Miskę z zarobionym ciastem przykryłam ściereczką i postawiłam na garnuszku z ciepłą wodą, bo było bardzo zimno i bałam się że nie wyrośnie. Po około godzinie wymieszałam wyrośnięte ciasto, które mocno urosło i pięknie pachniało drożdżami. Przełożyłam je do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Wygładziłam wierzch chleba drewnianą łyżką zamoczoną w ciepłej wodzie i posypałam słonecznikiem. Łyżką lekko jakby go wbiłam w ciasto. Chleb nakryłam ściereczką i zostawiłam na jakieś pół godziny do ponownego wyrośnięcia. W tym czasie lekko wyszedł ponad foremkę.
Piekłam go przez około 85 minut w temperaturze 200 stopni bez termoobiegu.
Po upieczeniu wyjęłam chleb z formy i studziłam na kratce z piekarnika.
Smacznego! ;))
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
Drożdżówki z serem.
Nikt nie wierzył, że uda mi się zrobić pyszne drożdżówki bez jajek, ale się udało! Cudownie miękkie i proste w przygotowaniu, jednak musi to trochę potrwać. Przecież wiecie, że warto ;).
ciasto drożdżowe:
trzy szklanki mąki pszennej typu 650
suche drożdże paczka 7g
3/4 szklanki cukru
trzy kopiaste łyżki mąki ziemniaczanej
szklanka ciepłego mleka
pięć łyżek wody
kilka kropli aromatu waniliowego
1/4 z 250g kostki margaryny lub masła
Do miski wsypałam mąkę, cukier, mąkę ziemniaczaną i drożdże. Palcem wymieszałam suche składniki i wlałam ciepłe mleko z wodą i aromatem. Wszystko razem ogrzałam w małym garnuszku. Drewnianą łyżką połączyłam składniki z miski. W międzyczasie w garnuszku po mleku rozpuszczam masło i odstawiam, żeby przestygło. Gdy było letnie wlałam do wymieszanego ciasta i już za pomocą najlepszego narzędzia czyli ręki wtłaczam tłuszcz do środka. Ciasto powinno być delikatnie lepkie, sprężyste i dosyć miękkie w dotyku, przyjemne nawet bym powiedziała. Uformowałam z niego coś na kształt kulki, przykryłam miskę ściereczką i odstawiłam w ciepłe miejsce na minimum półtorej godziny. Po tym czasie ciasto bardzo wyrosło.
serowa wkładka:
500g twarogu sernikowego
150g białego chudego sera
trzy łyżki trzcinowego cukru
Miękki ser wyłożyłam do miski i do niego pokruszyłam ten chudy. Dodałam cukier i dokładnie wymieszałam, co jakiś czas powtarzając tę czynność by cukier się rozpuścił. Ser nie powinien być bardzo słodki. Teki lekko kwaskowy idealne równoważy się z resztą.
lukier:
około szklanki cukru pudru
trzy łyżki gorącej wody
sok z połowy niewielkiej cytryny
Cukier puder wsypałam do miseczki, dolałam gorącej wody. Za pomocą łyżki zaczęłam ucierać masę by nie było grudek. Stopniowo dodawałam sok z cytryny.
Nie jestem wielbicielką lukru, ale tutaj jest on potrzebny. Ta drożdżówka bez niego jest smaczna, ale czegoś jej brakuje. Mój Poznaniak mógłby powiedzieć, że szneka musi być z glancem! ;)
Wyrośnięte ciasto podzieliłam na pół. Wyłożyłam jedną część na lekko oprószony stół i rozwałkowałam na kształt prostokąta na grubość mniej więcej pół centymetra. Ów prostokąt przekroiłam na krzyż by powstały cztery równe części. Na dolną połowę każdej z nich nałożyłam po dwie łyżki sera, tak by brzegi nie były nim pokryte, bo trzeba je skleić. Górną nie posmarowaną częścią przykryłam ser i zacisnęłam brzegi, które lekko podwinęłam pod spód. Wyglądało to jak przerośnięty i kanciasty pieróg. Z resztą postąpiłam podobnie. Przełożyłam je na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia i ostrym nożem zrobiłam im na górze niezbyt głębokie nacięcia. Nóż nawet nie ubrudził się serem. Odstawiłam na jakieś 20 minut do ponownego wyrośnięcia.
Drugą połowę ciasta również rozwałkowałam na prostokąt, ale tym razem nie cięłam go od razu. Posmarowałam serem, również tak by brzegi nie były nim pokryte. Boki ciasta zagięłam tak by powstało coś w rodzaju zakładki. Czyli lewy bok złożyłam do połowy placka, a prawy tak by na jakieś dwa centymetry zachodził na ten poprzedni. Delikatnie docisnęłam brzegi, powstał nam cienki prostokąt od środka pokryty serem. Ostrym nożem pocięłam go w paski o grubości 5cm tak by po bokach wystawał ser. Każdy taki pasek wzięłam do ręki i trzymając za oba końce jeden z nich przekręciłam, by jego góra stała się dołem. Powstało coś na kształt wykręconej kokardki. Te również należy położyć na papierze do pieczenia i odstawić w ciepłe miejsce do ponownego wyrośnięcia. Trzeba zostawić między nimi trochę miejsca, by miały gdzie rosnąć. Moje się lekko połączyły, ale to nic nie szkodzi.
Oba rodzaje drożdżówek piekłam dokładnie tak samo. Przez pół godziny w temperaturze 180 stopni bez termoobiegu. Grzanie od góry i od dołu. Muszą być rumiane, a ser nie może już bulgotać.
Ciepłe drożdżówki przełożyłam za pomocą szpatułki do tortu na świeży papier do pieczenia i obficie posmarowałam lukrem. Moje były jeszcze za ciepłe, bo lukier elegancko z nich spływał, ale nie mogłam się doczekać by ich spróbować! Więc letnie już drożdżówki smarujemy lukrem, nie gorące tak jak ja ;)).
Dużo prościej się je robi niż o tym pisze! ;)
Smacznego!
ciasto drożdżowe:
trzy szklanki mąki pszennej typu 650
suche drożdże paczka 7g
3/4 szklanki cukru
trzy kopiaste łyżki mąki ziemniaczanej
szklanka ciepłego mleka
pięć łyżek wody
kilka kropli aromatu waniliowego
1/4 z 250g kostki margaryny lub masła
Do miski wsypałam mąkę, cukier, mąkę ziemniaczaną i drożdże. Palcem wymieszałam suche składniki i wlałam ciepłe mleko z wodą i aromatem. Wszystko razem ogrzałam w małym garnuszku. Drewnianą łyżką połączyłam składniki z miski. W międzyczasie w garnuszku po mleku rozpuszczam masło i odstawiam, żeby przestygło. Gdy było letnie wlałam do wymieszanego ciasta i już za pomocą najlepszego narzędzia czyli ręki wtłaczam tłuszcz do środka. Ciasto powinno być delikatnie lepkie, sprężyste i dosyć miękkie w dotyku, przyjemne nawet bym powiedziała. Uformowałam z niego coś na kształt kulki, przykryłam miskę ściereczką i odstawiłam w ciepłe miejsce na minimum półtorej godziny. Po tym czasie ciasto bardzo wyrosło.
serowa wkładka:
500g twarogu sernikowego
150g białego chudego sera
trzy łyżki trzcinowego cukru
Miękki ser wyłożyłam do miski i do niego pokruszyłam ten chudy. Dodałam cukier i dokładnie wymieszałam, co jakiś czas powtarzając tę czynność by cukier się rozpuścił. Ser nie powinien być bardzo słodki. Teki lekko kwaskowy idealne równoważy się z resztą.
lukier:
około szklanki cukru pudru
trzy łyżki gorącej wody
sok z połowy niewielkiej cytryny
Cukier puder wsypałam do miseczki, dolałam gorącej wody. Za pomocą łyżki zaczęłam ucierać masę by nie było grudek. Stopniowo dodawałam sok z cytryny.
Nie jestem wielbicielką lukru, ale tutaj jest on potrzebny. Ta drożdżówka bez niego jest smaczna, ale czegoś jej brakuje. Mój Poznaniak mógłby powiedzieć, że szneka musi być z glancem! ;)
Wyrośnięte ciasto podzieliłam na pół. Wyłożyłam jedną część na lekko oprószony stół i rozwałkowałam na kształt prostokąta na grubość mniej więcej pół centymetra. Ów prostokąt przekroiłam na krzyż by powstały cztery równe części. Na dolną połowę każdej z nich nałożyłam po dwie łyżki sera, tak by brzegi nie były nim pokryte, bo trzeba je skleić. Górną nie posmarowaną częścią przykryłam ser i zacisnęłam brzegi, które lekko podwinęłam pod spód. Wyglądało to jak przerośnięty i kanciasty pieróg. Z resztą postąpiłam podobnie. Przełożyłam je na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia i ostrym nożem zrobiłam im na górze niezbyt głębokie nacięcia. Nóż nawet nie ubrudził się serem. Odstawiłam na jakieś 20 minut do ponownego wyrośnięcia.
Drugą połowę ciasta również rozwałkowałam na prostokąt, ale tym razem nie cięłam go od razu. Posmarowałam serem, również tak by brzegi nie były nim pokryte. Boki ciasta zagięłam tak by powstało coś w rodzaju zakładki. Czyli lewy bok złożyłam do połowy placka, a prawy tak by na jakieś dwa centymetry zachodził na ten poprzedni. Delikatnie docisnęłam brzegi, powstał nam cienki prostokąt od środka pokryty serem. Ostrym nożem pocięłam go w paski o grubości 5cm tak by po bokach wystawał ser. Każdy taki pasek wzięłam do ręki i trzymając za oba końce jeden z nich przekręciłam, by jego góra stała się dołem. Powstało coś na kształt wykręconej kokardki. Te również należy położyć na papierze do pieczenia i odstawić w ciepłe miejsce do ponownego wyrośnięcia. Trzeba zostawić między nimi trochę miejsca, by miały gdzie rosnąć. Moje się lekko połączyły, ale to nic nie szkodzi.
Oba rodzaje drożdżówek piekłam dokładnie tak samo. Przez pół godziny w temperaturze 180 stopni bez termoobiegu. Grzanie od góry i od dołu. Muszą być rumiane, a ser nie może już bulgotać.
Ciepłe drożdżówki przełożyłam za pomocą szpatułki do tortu na świeży papier do pieczenia i obficie posmarowałam lukrem. Moje były jeszcze za ciepłe, bo lukier elegancko z nich spływał, ale nie mogłam się doczekać by ich spróbować! Więc letnie już drożdżówki smarujemy lukrem, nie gorące tak jak ja ;)).
Dużo prościej się je robi niż o tym pisze! ;)
Smacznego!
czwartek, 25 kwietnia 2013
Drożdżówki, bułeczki maślane z kruszonką.
Jeśli ktoś z Was tak jak ja, po drodze do szkoły wcinał świeżutkie drożdżówki z kruszonką to będzie zachwycony tym przepisem. Jest to kolejny smak dzieciństwa, teraz takie kupne drożdżówki nie smakują już tak samo. Te są idealne. Od wczoraj z mamą zjadłyśmy prawie wszystkie. Dobrze, że dwie jeszcze są ;).
ciasto:
trzy szklanki mąki pszennej typu 650
trzy lub cztery łyżki cukru trzcinowego
szczypta soli
paczka suchych drożdży 7g
trzy kopiaste łyżki mąki ziemniaczanej
300ml mleka
50g masła
Do miski wsypałam obie mąki, cukier, sól oraz drożdże. Przemieszałam składniki placem i dolałam ciepłe mleko. Drewnianą łyżką mieszałam, aż powstała w miarę zwarta i lekko lepka kulka. Dodałam rozpuszczone masło i już za pomocą ręki wtłoczyłam je do ciasta. Chwilę to trwało, bo ciasto jest dosyć miękkie. Do mleka i masła używam zawsze tego samego garnuszka, po co sobie dokładać zmywania ;). Chwilkę gniotłam ciasto, aż wchłonęło masło.

Uformowałam z niego kulkę, miskę przykryłam ściereczką, odstawiłam w ciepłe miejsce i zapomniałam o nim na jakieś półtorej godziny. Mocno wyrosło i płasko wypełniło miskę do połowy.
Po wyrośnięciu na oprószony mąką stół wyrzuciłam ciasto odwracając miskę. Samo się lekko rozpłaszczyło i wystarczy je tylko pokroić na w miarę równe porcje.
Do pieczenia użyłam dolnej formy ze starego prodiża o średnicy 26cm. Gdy użyjemy czegoś mniejszego to bułeczki będą wyższe.
Wyłożyłam formę papierem do pieczenia i z pokrojonych kawałków masy starałam się wyczarować kuleczki. Zostawiłam między nimi odstęp, bo znów będą rosły i się połączą.
Nakryłam ściereczką i po około 15-20 minutach można było sypać kruszonką.
kruszonka:
pół szklanki mąki
dwie łyżki cukru
duża łyżka miękkiego masła
Do miski włożyłam wszystkie składniki i ucierałam je palcami, by powstało coś konsystencją przypominające płatki owsiane. Posypałam nią połączone bułeczki. Jeśli ktoś lub mniej kruszonki może o połowę zmniejszyć ilość składników. Ale kruszonka dobra rzecz przecież! ;))
Tak przygotowane bułeczki piekłam przez 35 minut w temperaturze 180 stopni bez termoobiegu. Po 20 minutach wyjęłam je z pieca i podnosząc za papier sprawdziłam czy od dołu są porządnie rumiane, nie były więc wylądowały znów w piekarniku.
Po upieczeniu wyjęłam je z formy i nadal w papierze studziłam na kratce.
Smacznego! ;))
ciasto:
trzy szklanki mąki pszennej typu 650
trzy lub cztery łyżki cukru trzcinowego
szczypta soli
paczka suchych drożdży 7g
trzy kopiaste łyżki mąki ziemniaczanej
300ml mleka
50g masła
Do miski wsypałam obie mąki, cukier, sól oraz drożdże. Przemieszałam składniki placem i dolałam ciepłe mleko. Drewnianą łyżką mieszałam, aż powstała w miarę zwarta i lekko lepka kulka. Dodałam rozpuszczone masło i już za pomocą ręki wtłoczyłam je do ciasta. Chwilę to trwało, bo ciasto jest dosyć miękkie. Do mleka i masła używam zawsze tego samego garnuszka, po co sobie dokładać zmywania ;). Chwilkę gniotłam ciasto, aż wchłonęło masło.

Uformowałam z niego kulkę, miskę przykryłam ściereczką, odstawiłam w ciepłe miejsce i zapomniałam o nim na jakieś półtorej godziny. Mocno wyrosło i płasko wypełniło miskę do połowy.
Po wyrośnięciu na oprószony mąką stół wyrzuciłam ciasto odwracając miskę. Samo się lekko rozpłaszczyło i wystarczy je tylko pokroić na w miarę równe porcje.
Do pieczenia użyłam dolnej formy ze starego prodiża o średnicy 26cm. Gdy użyjemy czegoś mniejszego to bułeczki będą wyższe.
Nakryłam ściereczką i po około 15-20 minutach można było sypać kruszonką.
kruszonka:
pół szklanki mąki
dwie łyżki cukru
duża łyżka miękkiego masła
Do miski włożyłam wszystkie składniki i ucierałam je palcami, by powstało coś konsystencją przypominające płatki owsiane. Posypałam nią połączone bułeczki. Jeśli ktoś lub mniej kruszonki może o połowę zmniejszyć ilość składników. Ale kruszonka dobra rzecz przecież! ;))
Po upieczeniu wyjęłam je z formy i nadal w papierze studziłam na kratce.
Smacznego! ;))
środa, 6 marca 2013
Langosze.
Zabierałam się za nie przez ponad pół roku, a wczoraj wieczorem klamka zapadła. Przeczytałam co najmniej kilka różnych przepisów i skomponowałam własny. Może do oryginalnych langoszy im daleko, ale wszystkim bardzo smakowały i na pewno jeszcze zagoszczą na naszym stole.
Na pięć sporych i bardzo sycących placków:
trzy szklanki mąki pszennej typu 650
paczka suchych drożdży
łyżeczka cukru i soli
szklanka letniej wody
dwa średnie ziemniaki
olej rzepakowy do smażenia
żółty ser
keczup
Ziemniaki obieram i gotuję do miękkości w lekko osolonej wodzie. Odlewam i traktuję je tłuczkiem do ziemniaków na w miarę gładką masę. Przekładam do dużej miski i czekam, aż lekko ostygną. Nie mogą być gorące, bo zabiją drożdże. Za to lekko ciepłe pomogą im pracować. Więc gdy ziemniaki już nie parzą dosypuję do nich mąkę, drożdże, sól, cukier i powoli dolewam wodę. Mieszam całość drewnianą łyżką. Wyrabiam chwilkę, aby połączyć i napowietrzyć masę. Formuję w kulkę, posypuję z wierzchu mąką, nakrywam ściereczką i odstawiam na godzinę w ciepłe miejsce. Po tym czasie masa była dwa razy większa i wypełniła prawie całą miskę.
Nie smażyłam langoszy w głębokim tłuszczu, a jedynie nalałam tyle oleju by placek był do połowy zanurzony i nie pływał. Oprószonymi mąką rękami urywałam kawałki wielkości pięści i po obsypaniu mąką rozciągałam je na placki. Właściwie to rozciągają się same, bo są dosyć delikatne. Nie wałkowałam ich, bo nie chciałam wydusić z nich powietrza. Przy smażeniu robiły się przyjemne pęcherze. Ostrożnie wkładam uformowany placek do gorącego oleju. Smażyłam aż zarumienił się od dołu, a po bokach było widać, że ciasto już nie jest surowe. Odwróciłam placek, ostrożnie przyłożyłam do niego papierowy ręczniczek by usunąć z zagłębień nadmiar tłuszczu. Polałam sosem z marynowanej cebulki czy też dołożyłam cebulkę i posypałam serem. Gdy ser się rozpuścił placek był już upieczony i rumiany od spodu. Wyłożyłam placek na papierowy ręcznik i polałam keczupem. Zaskoczyło mnie to, że nie wchłonęły dużo tłuszczu. Były chrupiące z zewnątrz i puszyste w środku.
Marynowana cebulka:
Nie przepadam za surową cebulą i kiedyś chyba Jamie Oliver pokazywał w swoim programie coś podobnego. Nigdzie nie mogłam znaleźć przepisu i oto powstało coś takiego.
cztery średnie czerwone cebule
łyżka octu winnego i dwie łyżki balsamico
szczypta płatków chili
odrobina soli i pieprzu
kilka kropel tabasco
Cebule obrałam, przekroiłam na pół i pokroiłam w bardzo cienkie piórka. Dodałam pozostałe składniki i zaczęłam ugniatać całość ręką. Przyda się do tego lateksowa rękawiczka, bo chili może podrażnić skórę. Gniotę całość, aż zacznie puszczać sok. Odstawiam na jakieś 10 minut by się przegryzło. Oczywiście próbuję i w razie potrzeby doprawiam. Całość powinna być pikantno-słodko-kwaśna. Pod wpływem kwasu zawartego w occie cebulka traci ostrość i mięknie.
Smacznego! ;))
niedziela, 10 lutego 2013
Pizza z patelni na czosnkowym sosie.
Z okazji wczorajszego Dnia Pizzy. Łatwa w przygotowaniu, pyszna i chrupiąca pizza z patelni. Sprawdza się na wyjazdach, gdzie zazwyczaj nie mamy dostępu do piekarnika.
Składniki na 6 pulchnych placków o średnicy 18cm:
trzy szklanki mąki pszennej typu 650
łyżeczka cukru
łyżeczka soli
paczka suchych drożdży 7g
cztery łyżki oliwy z oliwek
270ml letniej wody
Suche składniki wsypałam do miski i wymieszałam ze sobą, dolałam oliwę i wodę. Całość chwilę wyrabiałam drewnianą łyżką. Ciasto powinno być sprężyste i lekko lepić się do łyżki lub ręki. Po wyrobieniu zostawiam kulkę ciasta w misce i lekko oprószam mąką, przykrywam czysta ściereczką i odstawiam w ciepłe miejsce na około godzinę. Po tym czasie masa zazwyczaj potraja swoją objętość.
Posypuję deskę, wałek i ręce mąką. Odrywam kawałek ciasta i rozpłaszczam go w dłoniach. Na desce za pomocą wałka delikatnie wyciągam boki placka. Jeśli będziemy długo wałkować, ciasto po upieczeniu będzie twarde. Z tego przepisu wychodzi na tyle sprężyste, że przed położeniem na patelni możemy je jeszcze porozciągać w dłoniach.
Na mocno rozgrzanej i suchej patelni (używam teflonowej) kładziemy placek i smażymy około jednej minuty, aż od spodu będzie lekko zarumieniony, a na wierzchu będzie widać pęcherzyki. Od razu po odwróceniu placka, przypieczoną stronę smarujemy ulubionym sosem tak by nie wyciekał na boki i układamy wybrane składniki. Nakrywamy całość pokrywką na jakieś trzy do pięciu minut. Sama czekam, aż ser się rozpuści.
Do mojej pizzy użyłam prostego i niezawodnego sosu czosnkowego, podsmażonych z cebulą pieczarek, blanszowanych brokułów, kukurydzy i żółtego sera.
Sos czosnkowy:
dwa duże kubki jogurtu naturalnego
łyżka majonezu
sześć ząbków czosnku
sok z połowy cytryny
kilka kropli tabasco
sól i pieprz do smaku
Do pojemniczka przekładam jogurt i majonez, drobno utarty czosnek, sok z cytryny, tabasco, pieprz i sól. Całość mieszam. Sosu robię zawsze więcej, bo na następny dzień jest jeszcze smaczniejszy. Stanowy też bazę do wyśmienitego czosnkowo pomidorowego sosu. Wystarczy do czosnkowej bazy dodać kilka łyżek koncentratu pomidorowego. Równie chętnie używam go do smarowania pizzy lub maczania frytek.
Smacznego! ;))
Składniki na 6 pulchnych placków o średnicy 18cm:
trzy szklanki mąki pszennej typu 650
łyżeczka cukru
łyżeczka soli
paczka suchych drożdży 7g
cztery łyżki oliwy z oliwek
270ml letniej wody
Suche składniki wsypałam do miski i wymieszałam ze sobą, dolałam oliwę i wodę. Całość chwilę wyrabiałam drewnianą łyżką. Ciasto powinno być sprężyste i lekko lepić się do łyżki lub ręki. Po wyrobieniu zostawiam kulkę ciasta w misce i lekko oprószam mąką, przykrywam czysta ściereczką i odstawiam w ciepłe miejsce na około godzinę. Po tym czasie masa zazwyczaj potraja swoją objętość.
Posypuję deskę, wałek i ręce mąką. Odrywam kawałek ciasta i rozpłaszczam go w dłoniach. Na desce za pomocą wałka delikatnie wyciągam boki placka. Jeśli będziemy długo wałkować, ciasto po upieczeniu będzie twarde. Z tego przepisu wychodzi na tyle sprężyste, że przed położeniem na patelni możemy je jeszcze porozciągać w dłoniach.
Na mocno rozgrzanej i suchej patelni (używam teflonowej) kładziemy placek i smażymy około jednej minuty, aż od spodu będzie lekko zarumieniony, a na wierzchu będzie widać pęcherzyki. Od razu po odwróceniu placka, przypieczoną stronę smarujemy ulubionym sosem tak by nie wyciekał na boki i układamy wybrane składniki. Nakrywamy całość pokrywką na jakieś trzy do pięciu minut. Sama czekam, aż ser się rozpuści.
Do mojej pizzy użyłam prostego i niezawodnego sosu czosnkowego, podsmażonych z cebulą pieczarek, blanszowanych brokułów, kukurydzy i żółtego sera.
Sos czosnkowy:
dwa duże kubki jogurtu naturalnego
łyżka majonezu
sześć ząbków czosnku
sok z połowy cytryny
kilka kropli tabasco
sól i pieprz do smaku
Do pojemniczka przekładam jogurt i majonez, drobno utarty czosnek, sok z cytryny, tabasco, pieprz i sól. Całość mieszam. Sosu robię zawsze więcej, bo na następny dzień jest jeszcze smaczniejszy. Stanowy też bazę do wyśmienitego czosnkowo pomidorowego sosu. Wystarczy do czosnkowej bazy dodać kilka łyżek koncentratu pomidorowego. Równie chętnie używam go do smarowania pizzy lub maczania frytek.
Smacznego! ;))
sobota, 9 lutego 2013
Wegańskie pączki.
Z racji na miniony Tłusty Czwartek, mamie zachciało się pączków. Od lat nie jem kupnych, więc postanowiłam zrobić swoje. W końcu mamie się nie odmawia ;).
Na 64 małe pączki wycinane foremkami do ciasteczek:
2,5 szklanki mąki pszennej typu 650
szklanka ciepłej wody
opakowanie suszonych drożdży
duża łyżka cukru
cztery łyżki oleju
łyżka octu
pół litra oleju rzepakowego do smażenia
Mąkę wsypałam do miski razem z cukrem i drożdżami. Wlałam olej, ocet i stopniowo dolewałam wodę. Chwilę wyrabiałam drewnianą łyżką, aż ciasto było lekko lepkie. Posypałam z wierzchu mąką, przykryłam ściereczką i odstawiłam na godzinę w ciepłe miejsce. Po wyrośnięciu odrywałam niewielkie kawałki ciasta i oprószonym mąką wałkiem robiłam około pół centymetrowe placki z których foremką do ciastek wycinałam pączki. Wycięte układałam na oprószonej mąka desce i dałam im dwadzieścia minut na ponowne wyrośnięcie. W garnku rozgrzałam olej i smażyłam maleństwo w niewielkich porcjach. Szybko rosły i się rumieniły. Wykładałam już gotowe na papierowy ręcznik by odsączyć nadmiar tłuszczu.
Zamiast zwykłego lukru wymieszałam naturalny jogurt z miodem. Doskonale się spisał w roli oszusta. Na górę dołożyłam odrobinę cukrowej posypki.Pączki wyszły bardzo lekkie i niezwykle smaczne.
Pierwszy raz robiłam z wegańskiego przepisu i nie sięgnę już po inny. Były zjadane jeszcze na ciepło i ze wszystkich 64 ostygnąć zdążyło może 15! ;))
Smacznego!
Na 64 małe pączki wycinane foremkami do ciasteczek:
2,5 szklanki mąki pszennej typu 650
szklanka ciepłej wody
opakowanie suszonych drożdży
duża łyżka cukru
cztery łyżki oleju
łyżka octu
pół litra oleju rzepakowego do smażenia
Mąkę wsypałam do miski razem z cukrem i drożdżami. Wlałam olej, ocet i stopniowo dolewałam wodę. Chwilę wyrabiałam drewnianą łyżką, aż ciasto było lekko lepkie. Posypałam z wierzchu mąką, przykryłam ściereczką i odstawiłam na godzinę w ciepłe miejsce. Po wyrośnięciu odrywałam niewielkie kawałki ciasta i oprószonym mąką wałkiem robiłam około pół centymetrowe placki z których foremką do ciastek wycinałam pączki. Wycięte układałam na oprószonej mąka desce i dałam im dwadzieścia minut na ponowne wyrośnięcie. W garnku rozgrzałam olej i smażyłam maleństwo w niewielkich porcjach. Szybko rosły i się rumieniły. Wykładałam już gotowe na papierowy ręcznik by odsączyć nadmiar tłuszczu.
Zamiast zwykłego lukru wymieszałam naturalny jogurt z miodem. Doskonale się spisał w roli oszusta. Na górę dołożyłam odrobinę cukrowej posypki.Pączki wyszły bardzo lekkie i niezwykle smaczne.
Pierwszy raz robiłam z wegańskiego przepisu i nie sięgnę już po inny. Były zjadane jeszcze na ciepło i ze wszystkich 64 ostygnąć zdążyło może 15! ;))
Smacznego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



























