Moje ukochane truskawki.. Nie ma dnia bym ich nie jadła. Teraz niestety sezon się kończy i trzeba je maksymalnie wykorzystać. Pierwszy truskawkowy przepis, mam nadzieję że będzie ich więcej ;).
Na 20 klusek:
kilogram ziemniaków
jajko
szklanka mąki pszennej
pół szklanki mąki ziemniaczanej
sól
20 dużych truskawek, około pół kilograma
śmietana 12%
trzcinowy cukier
Obieram ziemniaki i gotuję do miękkości. Pod koniec gotowania dodaję łyżeczkę soli. Ugotowane ziemniaki odlewam i przeciskam przez praskę. Można rozgnieść tłuczkiem lub zmielić w maszynce. Ziemniaki zostawiam do ostygnięcia. Dodaję jajko i obie mąki oraz szczyptę soli. Wszystko delikatnie mieszam. Ciasto powinno być zwarte, ale miękkie. Jeśli się mocno klei można dodać jeszcze odrobinę mąki ziemniaczanej. Ciasto dzielę na pół i robię z niego dwa jednakowe wałki które dzielę w sumie na 20 jednakowych kawałków. Na oprószonej mąką ziemniaczaną dłoń kładę ciasto i rozpłaszczam by móc położyć na niej dużą truskawkę. Wokół owocu zamykam ciasto i delikatnie toczę w dłoniach w kulkę.
Gotowe knedle gotuję w dużej ilości osolonej wody. Muszą wypłynąć i stać się zwarte, u mnie trwało jakieś 10-15minut na małym ogniu. Woda z knedlami nie może się zagotować.
Ugotowane knedle polewam śmietaną i posypuję trzcinowym cukrem.
Smacznego! ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Truskawki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Truskawki. Pokaż wszystkie posty
piątek, 26 czerwca 2015
sobota, 29 czerwca 2013
Dżem truskawka rabarbar.
Obfitość rabarbaru i truskawek skłoniła mnie do połączeniu tych dwóch cudownych smaków. U mnie w domu dżem truskawkowy miał zawsze największe wzięcie, ale teraz to się zmieniło. Truskawki z rabarbarem tworzą niepowtarzalną i niesamowicie pyszną kombinację. Nie lubię przesłodzonych rzeczy, więc domowe przetwory to jest to. Dżem wychodzi delikatny i mięciutki, lekko kwaskowy, idealny. Można jeść łyżeczką prosto ze słoiczka ;).
Na około półtora litra gotowego produktu użyłam:
2000ml pociętego w kawałki rabarbaru czyli kilogram łodyg
2000ml pokrojonych na kawałki truskawek
półtorej szklanki cukru, pół na pół trzcinowy z białym
folia spożywcza i słoiki z nakrętkami
Jak już kiedyś pisałam nie mam wagi i wszystko powierzam mojemu pojemnikowi z miarką. Stąd właśnie wartości podane w mililitrach zamiast kilogramów.
Umyte, obrane i pokrojone owoce wrzuciłam do dużego garnka o grubym dnie. Wsypałam oba cukry i wymieszałam z owocami. Postawiłam garnek na małym ogniu i co chwilę potrząsałam by owoce szybciej puściły sok. W innym wypadku trzeba by dolać odrobinę wody, a to niestety wydłuży czas robienia dżemu.
Garnek musi być trochę większy, bo gdy owoce puszczą sok i zaczną się gotować zrobi się piana, która będzie próbowała uciec. Dlatego w tym czasie należy pilnować garnka i co chwilę mieszać zawartość. Piana która powstanie na górze to pektyny, które są naszemu dżemowi bardzo potrzebne. U mnie to szaleństwo trwało trochę ponad pół godziny, później nie stałam już ciągle przy garnku i tylko co jakiś czas przychodziłam pomieszać. Dżemowa zupa powinna delikatnie pyrkotać, nie może się przypalić bo całość nabierze gorzkiego posmaku. Z czasem piana zacznie gęstnieć i wtedy trzeba próbować ją wmieszać do środka. Na tym etapie dżem jest dosyć rzadki, ale bez obaw tak ma być i później zgęstnieje.
Pierwszą fazę smażenia kończę gdy na górze prawie wcale nie ma już piany. Zostają tylko cienkie smugi. Odstawiam dżem do całkowitego wystudzenia. Najlepiej zaczekać do następnego dnia. Nie trzeba wstawiać do lodówki, ale warto przykryć by go muchy nie podjadały ;).
Drugiego dnia przygotowuję słoiczki. Myję je wraz z pasującymi do nich nakrętkami w gorącej wodzie z płynem do naczyń. Dokładnie płuczę i wycieram do sucha. Ustawiam na ręczniku. Gdy mam już przygotowane słoiki stawiam dżem na małym ogniu, mieszam i pozwalam mu bulgotać przez jakieś 30-40 minut. Przez noc odrobinę ściemnieje i u góry może się wytworzyć trochę rzadszej masy. Trzeba ją wmieszać i odparować. Gdy dżem jest gotowy to zaczyna pryskać i jak zwykle wszystko na około jest ochlapane. Włącznie niestety ze mną. Wtedy wyłączam palnik. Warto też nabrać trochę dżemu na łyżkę i sprawdzić konsystencję. Powinna być dosyć spójna. Z łyżki spływa jakby kawałkami i jest lepki.
Do słoików za pomocą łyżki przekładam wrzący dżem. Widziałam że ludzie używają dużego lejka, ale do mnie to jakoś nie przemawia. Biorę zawsze ręcznik i w niego zawijam słoiczek. Inaczej gdy przy nakładaniu dżem nam skapnie poparzymy sobie rękę, a tak to ucierpi tylko ręcznik, który da się wyprać. Słoik wypełniam pod gwint, a nie do pełna. Na górę naciągam kawałek folii spożywczej z zapasem i mocno zakręcam słoik. Odwracam do góry dnem i stawiam na ściereczce. Pozostawiam do całkowitego wystygnięcia. Użycie folii spożywczej nie jest konieczne, ale dodatkowo zabezpiecza nam przetwory. Pełni rolę uszczelki. Powstrzyma wszystkie zapachy, które mogły zostać na nakrętkach i przetwory się nie utlenią. Nie kupuję nowych słoików tylko wykorzystuję te z kupionych produktów. Po wystygnięciu i odwróceniu słoików nakrętka powinna być lekko wklęsła, a po naciśnięciu nie powinna się ruszać czy wydawać charakterystycznych kliknięć.
W taki sposób od lat przygotowuje się w moim domu dżemy. Jeśli jednak nie macie pewności co do tego to warto pasteryzować przetwory. Dżem rozlałam do małych słoiczków około 200ml. Wtedy trzeba je umieścić w dużym garnku, którego dno wykładamy podwójną warstwą szarej gazety. Nie wiem dlaczego, ale zawsze mi mówiono, że nie może to być taka śliska jak z czasopism. Na gazetę stawiamy słoiki i jeśli dżem jest ciepły możemy wlać ciepłą wodę, jeśli zdążył już wystygnąć to koniecznie zimną by słoiki nie popękały. Stawiamy je też tak by nie dotykały brzegów garnka, ani samych siebie bo mogą popękać. Wody nalewamy tylko tyle by słoiki były zanurzone na 1/3 swojej wysokości. Przykrywamy garnek pokrywką i włączamy mały gaz. Pilnujemy by woda w garnku zaczęła się gotować i wtedy odmierzamy 10-15 minut i wyłączamy palnik. Zostawiamy słoiki w garnku, aż do wystudzenia.
Pamiętajcie, że nie ma nic lepszego jak domowe przetwory! Nie bójcie się ich robić. Nawet jak nie wyjdą takie jakbyśmy chcieli to warto próbować. Moje pierwsze dżemy można było kroić nożem ;))
Smacznego!
Na około półtora litra gotowego produktu użyłam:
2000ml pociętego w kawałki rabarbaru czyli kilogram łodyg
2000ml pokrojonych na kawałki truskawek
półtorej szklanki cukru, pół na pół trzcinowy z białym
folia spożywcza i słoiki z nakrętkami
Jak już kiedyś pisałam nie mam wagi i wszystko powierzam mojemu pojemnikowi z miarką. Stąd właśnie wartości podane w mililitrach zamiast kilogramów.
Umyte, obrane i pokrojone owoce wrzuciłam do dużego garnka o grubym dnie. Wsypałam oba cukry i wymieszałam z owocami. Postawiłam garnek na małym ogniu i co chwilę potrząsałam by owoce szybciej puściły sok. W innym wypadku trzeba by dolać odrobinę wody, a to niestety wydłuży czas robienia dżemu.
Garnek musi być trochę większy, bo gdy owoce puszczą sok i zaczną się gotować zrobi się piana, która będzie próbowała uciec. Dlatego w tym czasie należy pilnować garnka i co chwilę mieszać zawartość. Piana która powstanie na górze to pektyny, które są naszemu dżemowi bardzo potrzebne. U mnie to szaleństwo trwało trochę ponad pół godziny, później nie stałam już ciągle przy garnku i tylko co jakiś czas przychodziłam pomieszać. Dżemowa zupa powinna delikatnie pyrkotać, nie może się przypalić bo całość nabierze gorzkiego posmaku. Z czasem piana zacznie gęstnieć i wtedy trzeba próbować ją wmieszać do środka. Na tym etapie dżem jest dosyć rzadki, ale bez obaw tak ma być i później zgęstnieje.
Pierwszą fazę smażenia kończę gdy na górze prawie wcale nie ma już piany. Zostają tylko cienkie smugi. Odstawiam dżem do całkowitego wystudzenia. Najlepiej zaczekać do następnego dnia. Nie trzeba wstawiać do lodówki, ale warto przykryć by go muchy nie podjadały ;).
Drugiego dnia przygotowuję słoiczki. Myję je wraz z pasującymi do nich nakrętkami w gorącej wodzie z płynem do naczyń. Dokładnie płuczę i wycieram do sucha. Ustawiam na ręczniku. Gdy mam już przygotowane słoiki stawiam dżem na małym ogniu, mieszam i pozwalam mu bulgotać przez jakieś 30-40 minut. Przez noc odrobinę ściemnieje i u góry może się wytworzyć trochę rzadszej masy. Trzeba ją wmieszać i odparować. Gdy dżem jest gotowy to zaczyna pryskać i jak zwykle wszystko na około jest ochlapane. Włącznie niestety ze mną. Wtedy wyłączam palnik. Warto też nabrać trochę dżemu na łyżkę i sprawdzić konsystencję. Powinna być dosyć spójna. Z łyżki spływa jakby kawałkami i jest lepki.
Do słoików za pomocą łyżki przekładam wrzący dżem. Widziałam że ludzie używają dużego lejka, ale do mnie to jakoś nie przemawia. Biorę zawsze ręcznik i w niego zawijam słoiczek. Inaczej gdy przy nakładaniu dżem nam skapnie poparzymy sobie rękę, a tak to ucierpi tylko ręcznik, który da się wyprać. Słoik wypełniam pod gwint, a nie do pełna. Na górę naciągam kawałek folii spożywczej z zapasem i mocno zakręcam słoik. Odwracam do góry dnem i stawiam na ściereczce. Pozostawiam do całkowitego wystygnięcia. Użycie folii spożywczej nie jest konieczne, ale dodatkowo zabezpiecza nam przetwory. Pełni rolę uszczelki. Powstrzyma wszystkie zapachy, które mogły zostać na nakrętkach i przetwory się nie utlenią. Nie kupuję nowych słoików tylko wykorzystuję te z kupionych produktów. Po wystygnięciu i odwróceniu słoików nakrętka powinna być lekko wklęsła, a po naciśnięciu nie powinna się ruszać czy wydawać charakterystycznych kliknięć.
W taki sposób od lat przygotowuje się w moim domu dżemy. Jeśli jednak nie macie pewności co do tego to warto pasteryzować przetwory. Dżem rozlałam do małych słoiczków około 200ml. Wtedy trzeba je umieścić w dużym garnku, którego dno wykładamy podwójną warstwą szarej gazety. Nie wiem dlaczego, ale zawsze mi mówiono, że nie może to być taka śliska jak z czasopism. Na gazetę stawiamy słoiki i jeśli dżem jest ciepły możemy wlać ciepłą wodę, jeśli zdążył już wystygnąć to koniecznie zimną by słoiki nie popękały. Stawiamy je też tak by nie dotykały brzegów garnka, ani samych siebie bo mogą popękać. Wody nalewamy tylko tyle by słoiki były zanurzone na 1/3 swojej wysokości. Przykrywamy garnek pokrywką i włączamy mały gaz. Pilnujemy by woda w garnku zaczęła się gotować i wtedy odmierzamy 10-15 minut i wyłączamy palnik. Zostawiamy słoiki w garnku, aż do wystudzenia.
Pamiętajcie, że nie ma nic lepszego jak domowe przetwory! Nie bójcie się ich robić. Nawet jak nie wyjdą takie jakbyśmy chcieli to warto próbować. Moje pierwsze dżemy można było kroić nożem ;))
Smacznego!
czwartek, 27 czerwca 2013
Placuszki z truskawkami.
Zazwyczaj takie placuszki robiłam z jabłkami, ale skoro mamy sezon na truskawki to dlaczego nie zrobić ich z nimi? Są wyjątkowo pyszne, a sok z owoców nadał plackom specyficznego koloru.
Na około 16 placuszków:
szklanka mąki pszennej razowej
szklanka mąki pszennej typu 650
kopiasta łyżka mąki ziemniaczanej
pięć łyżek błyskawicznych płatków owsianych
szklanka mleka
szklanka kefiru
łyżka gorącej wody
dziesięć słodzików
łyżeczka proszku do pieczenia
łyżeczka sody
dwie szklanki pokrojonych w plastry truskawek
olej rzepakowy do smażenia
Do miski wsypałam suche składniki, wymieszałam i powoli wlewałam do nich płyny. Podobno jeśli w ten sposób łączy się składniki to nie ma grudek. Nawet jak są to mi niespecjalnie przeszkadzają, ale tu faktycznie ich nie było ;). Moje truskawki były dosyć kwaśne stąd w przepisie słodzik. Rozpuściłam go w łyżce gorącej wody. Wymieszane ciasto odstawiam na jakieś 10 minut, by mąka całkowicie wchłonęła wilgoć. Masa powinna być dosyć gęsta, podobna do kwaśnej śmietany.
Opłukałam i obrałam truskawki. Pokroiłam je w plasterki i wrzuciłam do gęstej masy. Delikatnie wymieszałam. Masę powinno się dosyć łatwo nabierać duża łyżką. Na niewielkiej ilości rozgrzanego tłuszczu smażyłam placuszki z dwóch łyżek masy. Kontrolowałam by w każdym było odpowiednio kawałków truskawek. Gdy placki są rumiane i zaczynają skwierczeć to znak, że są gotowe. Truskawki zaczną też puszczać sok. Jeśli zostawimy je dłużej na patelni to zacznie się przypalać.
Gdyby placuszki ciężko się przewracało i gdyby się rozpadały należy dodać jeszcze trochę mąki.
Jeśli placuszki będą dla Was mało słodkie, śmiało polejcie je miodem. Pasuje idealnie.
Smacznego! ;)
Na około 16 placuszków:
szklanka mąki pszennej razowej
szklanka mąki pszennej typu 650
kopiasta łyżka mąki ziemniaczanej
pięć łyżek błyskawicznych płatków owsianych
szklanka mleka
szklanka kefiru
łyżka gorącej wody
dziesięć słodzików
łyżeczka proszku do pieczenia
łyżeczka sody
dwie szklanki pokrojonych w plastry truskawek
olej rzepakowy do smażenia
Do miski wsypałam suche składniki, wymieszałam i powoli wlewałam do nich płyny. Podobno jeśli w ten sposób łączy się składniki to nie ma grudek. Nawet jak są to mi niespecjalnie przeszkadzają, ale tu faktycznie ich nie było ;). Moje truskawki były dosyć kwaśne stąd w przepisie słodzik. Rozpuściłam go w łyżce gorącej wody. Wymieszane ciasto odstawiam na jakieś 10 minut, by mąka całkowicie wchłonęła wilgoć. Masa powinna być dosyć gęsta, podobna do kwaśnej śmietany.
Opłukałam i obrałam truskawki. Pokroiłam je w plasterki i wrzuciłam do gęstej masy. Delikatnie wymieszałam. Masę powinno się dosyć łatwo nabierać duża łyżką. Na niewielkiej ilości rozgrzanego tłuszczu smażyłam placuszki z dwóch łyżek masy. Kontrolowałam by w każdym było odpowiednio kawałków truskawek. Gdy placki są rumiane i zaczynają skwierczeć to znak, że są gotowe. Truskawki zaczną też puszczać sok. Jeśli zostawimy je dłużej na patelni to zacznie się przypalać.
Gdyby placuszki ciężko się przewracało i gdyby się rozpadały należy dodać jeszcze trochę mąki.
Jeśli placuszki będą dla Was mało słodkie, śmiało polejcie je miodem. Pasuje idealnie.
Smacznego! ;)
wtorek, 25 czerwca 2013
Szybki przekładany deser owocowy z jogurtem.
Wieczorem zachciało mi się jeszcze czegoś słodkiego, ale truskawki, czekoladę i babeczki już jadłam. Zazwyczaj jest 12 jednakowych sztuk i obojętnie jak pyszne są, czasem jakieś dwie zostaną. Tym razem to miało być coś innego. Szybciej się go robi, niż zjada ;). Tak oto powstało moje cudo...
Składniki deseru::
babeczki, które nam zostały. Użyłam owsianych z tego przepisu.
ulubiony dżem domowej roboty. Użyłam truskawki z rabarbarem.
naturalny jogurt
Do szklanki nałożyłam jakieś trzy łyżeczki jogurtu, na górę dałam dwie dżemu i posypałam to połową pokruszonej babeczki owsianej. Czynność należy powtarzać, aż do wypełnienia naczynia ;).
W moim przypadki smaki idealnie się komponowały, bo szczypta cynamonu zawarta w babeczkach idealnie pasowała do dżemu. Jogurt nadał całości kwaskowatego posmaku i idealnie złagodził słodycz.
Świeże, słodkie owoce również się sprawdzą. Nie bójcie się eksperymentować!
Smacznego! ;))
Składniki deseru::
babeczki, które nam zostały. Użyłam owsianych z tego przepisu.
ulubiony dżem domowej roboty. Użyłam truskawki z rabarbarem.
naturalny jogurt
Do szklanki nałożyłam jakieś trzy łyżeczki jogurtu, na górę dałam dwie dżemu i posypałam to połową pokruszonej babeczki owsianej. Czynność należy powtarzać, aż do wypełnienia naczynia ;).
W moim przypadki smaki idealnie się komponowały, bo szczypta cynamonu zawarta w babeczkach idealnie pasowała do dżemu. Jogurt nadał całości kwaskowatego posmaku i idealnie złagodził słodycz.
Świeże, słodkie owoce również się sprawdzą. Nie bójcie się eksperymentować!
Smacznego! ;))
czwartek, 20 czerwca 2013
Czekoladowe babeczki z truskawkami i migdałową posypką.
Są truskawki, więc trzeba je wykorzystać do wszystkiego. Takich babeczek jeszcze nie było ;).
Na 12 babeczek:
175g margaryny
szklanka mleka może być roślinne
trzy łyżki wody
100g gorzkiej czekolady 70%
3/4 szklanki cukru trzcinowego lub około 25 słodzików
dwie kopiaste łyżki ciemnego kakao
dwie i pół szklanki mąki pszennej typu 650
pół szklanki płatków owsianych górskich
szczypta soli
dwie łyżeczki proszku do pieczenia
dwanaście dorodnych truskawek
dziesięć migdałów
Do garnka wlałam mleko, dodałam tłuszcz i pokruszoną czekoladę. Jeśli wybierzecie słodzik to rozpuszczam go w tych trzech łyżkach ciepłej wody. Jeśli cukier to wlewamy do garnka wodę i wsypujemy cukier. Rozpuszczamy wszystko i odstawiamy do ostudzenia.
Do miski wsypujemy mąkę, proszek, kakao, sól oraz płatki. mieszamy i wlewamy do tego przestudzoną miksturę z garnka. Mieszamy i powinna wyjść z tego dosyć gęsta i łatwa do nabrania łyżką masa. Przekładamy ją do papilotek. Do każdej wkładamy umyte, obrane i przekrojone na cztery truskawki. Posypujemy uprzednio zmielonymi migdałami lub migdałowymi płatkami. Co tam mamy pod ręką.
Piekłam 15-17 minut w 180 stopniach na środkowej półce bez termoobiegu. Po 15 minutach sprawdzamy patyczkiem w miejscu gdzie nie ma truskawki czy ciasto jest już suche. Najlepiej zrobić to na środku, bo tam może gromadzić się wilgoć z owoców.
Gorące są pyszne, ale lekko się rozpadają. Po wystygnięciu są suche, ale na drugi dzień są już cudownie wilgotne. Takie smakują mi najlepiej ;).
Smacznego! ;))
Na 12 babeczek:
175g margaryny
szklanka mleka może być roślinne
trzy łyżki wody
100g gorzkiej czekolady 70%
3/4 szklanki cukru trzcinowego lub około 25 słodzików
dwie kopiaste łyżki ciemnego kakao
dwie i pół szklanki mąki pszennej typu 650
pół szklanki płatków owsianych górskich
szczypta soli
dwie łyżeczki proszku do pieczenia
dwanaście dorodnych truskawek
dziesięć migdałów
Do garnka wlałam mleko, dodałam tłuszcz i pokruszoną czekoladę. Jeśli wybierzecie słodzik to rozpuszczam go w tych trzech łyżkach ciepłej wody. Jeśli cukier to wlewamy do garnka wodę i wsypujemy cukier. Rozpuszczamy wszystko i odstawiamy do ostudzenia.
Do miski wsypujemy mąkę, proszek, kakao, sól oraz płatki. mieszamy i wlewamy do tego przestudzoną miksturę z garnka. Mieszamy i powinna wyjść z tego dosyć gęsta i łatwa do nabrania łyżką masa. Przekładamy ją do papilotek. Do każdej wkładamy umyte, obrane i przekrojone na cztery truskawki. Posypujemy uprzednio zmielonymi migdałami lub migdałowymi płatkami. Co tam mamy pod ręką.
Piekłam 15-17 minut w 180 stopniach na środkowej półce bez termoobiegu. Po 15 minutach sprawdzamy patyczkiem w miejscu gdzie nie ma truskawki czy ciasto jest już suche. Najlepiej zrobić to na środku, bo tam może gromadzić się wilgoć z owoców.
Gorące są pyszne, ale lekko się rozpadają. Po wystygnięciu są suche, ale na drugi dzień są już cudownie wilgotne. Takie smakują mi najlepiej ;).
Smacznego! ;))
sobota, 15 czerwca 2013
Smoothie: truskawki, banan i świeża mięta.
W końcu jest ciepło i orzeźwienie potrzebne jest pod każda postacią. Dziś jest to pyszny, gęsty i orzeźwiający koktajl owocowy z naturalnym jogurtem.
Dla dwóch osób:
półtorej szklanki truskawek
dojrzały banan
kilka listków świeżej mięty
duży kubek naturalnego jogurtu
dwie łyżeczki trzcinowego cukru
opcjonalnie mleko dla rozrzedzenia
Truskawki umyłam i obrałam, pokroiłam na mniejsze kawałki i wrzuciłam do blendera. Banana obrałam, pokroiłam i również wylądował w blenderze. Dodałam opłukane listki mięty i jogurt. Zmiksowałam na gładko. Jeśli smoothie jest zbyt kwaśny dodajemy cukier, a gdy troszkę zbyt gęsty to zimne mleko lub kostki lodu. Wszystkie składniki uprzednio schłodziłam.
Smacznego! ;))
Dla dwóch osób:
półtorej szklanki truskawek
dojrzały banan
kilka listków świeżej mięty
duży kubek naturalnego jogurtu
dwie łyżeczki trzcinowego cukru
opcjonalnie mleko dla rozrzedzenia
Truskawki umyłam i obrałam, pokroiłam na mniejsze kawałki i wrzuciłam do blendera. Banana obrałam, pokroiłam i również wylądował w blenderze. Dodałam opłukane listki mięty i jogurt. Zmiksowałam na gładko. Jeśli smoothie jest zbyt kwaśny dodajemy cukier, a gdy troszkę zbyt gęsty to zimne mleko lub kostki lodu. Wszystkie składniki uprzednio schłodziłam.
Smacznego! ;))
Subskrybuj:
Posty (Atom)







