Takie połączenie smaku można lubić lub nienawidzić! Innej opcji nie ma ;). Owoce w wytrawnej sałatce. Osobiście uwielbiam takie coś, rodzina także. W ogóle melon Galia jest dla mnie bardziej wytrawny niż słodki. Jego obłędnie miodowy zapach i mniej słodki miąższ trochę się ze sobą kłócą ;).
Dla trzech osób:
szklanka ugotowanego bobu
jeden średni pomidor
cztery małe małosolne ogórki
osiem czarnych oliwek
100g lub więcej słonego sera feta
1/3 dojrzałego melona Galia czyli około 250g
mała czerwona cebula
pół pęczka natki pietruszki
kilka liści ulubionej sałaty
sok z cytryny
sól morska
świeżo mielony pieprz
Bób gotuję do miękkości i pod sam koniec gotowania dopiero solę. Ciepły obieram i odkładam do całkowitego wystudzenia. Pomidora oparzam, obieram ze skóry i kroję na mniejsze kawałki. Podobne rozmiarem do ziaren bobu. Melona przechowuję w lodówce. Najbardziej smakuje mi taki zimny. Odkrawam potrzebny mi kawałek, a resztę wkładam do lodówki. Kawałek przeznaczony do sałatki kroję w paski i obieram ze skóry, łyżeczką wybieram pestki i melona kroję na kawałki. Trochę większe niż pomidor i bób. Małosolne ogóreczki kroję wzdłuż i na cienkie półtalarki. Wszystkie składniki wkładam do jednej miski. Do tego bardzo drobno posiekana czerwona cebula i natka pietruszki. Oliwki przekrojone na cztery i pokrojony w około półcentymetrowe kosteczki ser feta. Dressingiem w tej sałatce jest sok ze wszystkich składników. Do tego dodaję kilka kropli soku z cytryny i dużo pieprzu. Po wymieszaniu trzeba spróbować, bo sól może nie być potrzebna. Oliwki i ser są dosyć słone. Ja jednak dodałam odrobinę soli.
Sałatka jest jeszcze smaczniejsza jak trochę posiedzi w lodówce. Tak schłodzoną podaję na liściach sałaty. Tym razem na czerwonej dębolistnej. Dla mnie ma lekko jabłkowy smak z wyczuwalną gorzką nutą. Idealnie pasuje.
Smacznego! ;))
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nabiał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nabiał. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 30 lipca 2013
czwartek, 27 czerwca 2013
Placuszki z truskawkami.
Zazwyczaj takie placuszki robiłam z jabłkami, ale skoro mamy sezon na truskawki to dlaczego nie zrobić ich z nimi? Są wyjątkowo pyszne, a sok z owoców nadał plackom specyficznego koloru.
Na około 16 placuszków:
szklanka mąki pszennej razowej
szklanka mąki pszennej typu 650
kopiasta łyżka mąki ziemniaczanej
pięć łyżek błyskawicznych płatków owsianych
szklanka mleka
szklanka kefiru
łyżka gorącej wody
dziesięć słodzików
łyżeczka proszku do pieczenia
łyżeczka sody
dwie szklanki pokrojonych w plastry truskawek
olej rzepakowy do smażenia
Do miski wsypałam suche składniki, wymieszałam i powoli wlewałam do nich płyny. Podobno jeśli w ten sposób łączy się składniki to nie ma grudek. Nawet jak są to mi niespecjalnie przeszkadzają, ale tu faktycznie ich nie było ;). Moje truskawki były dosyć kwaśne stąd w przepisie słodzik. Rozpuściłam go w łyżce gorącej wody. Wymieszane ciasto odstawiam na jakieś 10 minut, by mąka całkowicie wchłonęła wilgoć. Masa powinna być dosyć gęsta, podobna do kwaśnej śmietany.
Opłukałam i obrałam truskawki. Pokroiłam je w plasterki i wrzuciłam do gęstej masy. Delikatnie wymieszałam. Masę powinno się dosyć łatwo nabierać duża łyżką. Na niewielkiej ilości rozgrzanego tłuszczu smażyłam placuszki z dwóch łyżek masy. Kontrolowałam by w każdym było odpowiednio kawałków truskawek. Gdy placki są rumiane i zaczynają skwierczeć to znak, że są gotowe. Truskawki zaczną też puszczać sok. Jeśli zostawimy je dłużej na patelni to zacznie się przypalać.
Gdyby placuszki ciężko się przewracało i gdyby się rozpadały należy dodać jeszcze trochę mąki.
Jeśli placuszki będą dla Was mało słodkie, śmiało polejcie je miodem. Pasuje idealnie.
Smacznego! ;)
Na około 16 placuszków:
szklanka mąki pszennej razowej
szklanka mąki pszennej typu 650
kopiasta łyżka mąki ziemniaczanej
pięć łyżek błyskawicznych płatków owsianych
szklanka mleka
szklanka kefiru
łyżka gorącej wody
dziesięć słodzików
łyżeczka proszku do pieczenia
łyżeczka sody
dwie szklanki pokrojonych w plastry truskawek
olej rzepakowy do smażenia
Do miski wsypałam suche składniki, wymieszałam i powoli wlewałam do nich płyny. Podobno jeśli w ten sposób łączy się składniki to nie ma grudek. Nawet jak są to mi niespecjalnie przeszkadzają, ale tu faktycznie ich nie było ;). Moje truskawki były dosyć kwaśne stąd w przepisie słodzik. Rozpuściłam go w łyżce gorącej wody. Wymieszane ciasto odstawiam na jakieś 10 minut, by mąka całkowicie wchłonęła wilgoć. Masa powinna być dosyć gęsta, podobna do kwaśnej śmietany.
Opłukałam i obrałam truskawki. Pokroiłam je w plasterki i wrzuciłam do gęstej masy. Delikatnie wymieszałam. Masę powinno się dosyć łatwo nabierać duża łyżką. Na niewielkiej ilości rozgrzanego tłuszczu smażyłam placuszki z dwóch łyżek masy. Kontrolowałam by w każdym było odpowiednio kawałków truskawek. Gdy placki są rumiane i zaczynają skwierczeć to znak, że są gotowe. Truskawki zaczną też puszczać sok. Jeśli zostawimy je dłużej na patelni to zacznie się przypalać.
Gdyby placuszki ciężko się przewracało i gdyby się rozpadały należy dodać jeszcze trochę mąki.
Jeśli placuszki będą dla Was mało słodkie, śmiało polejcie je miodem. Pasuje idealnie.
Smacznego! ;)
wtorek, 25 czerwca 2013
Szybki przekładany deser owocowy z jogurtem.
Wieczorem zachciało mi się jeszcze czegoś słodkiego, ale truskawki, czekoladę i babeczki już jadłam. Zazwyczaj jest 12 jednakowych sztuk i obojętnie jak pyszne są, czasem jakieś dwie zostaną. Tym razem to miało być coś innego. Szybciej się go robi, niż zjada ;). Tak oto powstało moje cudo...
Składniki deseru::
babeczki, które nam zostały. Użyłam owsianych z tego przepisu.
ulubiony dżem domowej roboty. Użyłam truskawki z rabarbarem.
naturalny jogurt
Do szklanki nałożyłam jakieś trzy łyżeczki jogurtu, na górę dałam dwie dżemu i posypałam to połową pokruszonej babeczki owsianej. Czynność należy powtarzać, aż do wypełnienia naczynia ;).
W moim przypadki smaki idealnie się komponowały, bo szczypta cynamonu zawarta w babeczkach idealnie pasowała do dżemu. Jogurt nadał całości kwaskowatego posmaku i idealnie złagodził słodycz.
Świeże, słodkie owoce również się sprawdzą. Nie bójcie się eksperymentować!
Smacznego! ;))
Składniki deseru::
babeczki, które nam zostały. Użyłam owsianych z tego przepisu.
ulubiony dżem domowej roboty. Użyłam truskawki z rabarbarem.
naturalny jogurt
Do szklanki nałożyłam jakieś trzy łyżeczki jogurtu, na górę dałam dwie dżemu i posypałam to połową pokruszonej babeczki owsianej. Czynność należy powtarzać, aż do wypełnienia naczynia ;).
W moim przypadki smaki idealnie się komponowały, bo szczypta cynamonu zawarta w babeczkach idealnie pasowała do dżemu. Jogurt nadał całości kwaskowatego posmaku i idealnie złagodził słodycz.
Świeże, słodkie owoce również się sprawdzą. Nie bójcie się eksperymentować!
Smacznego! ;))
niedziela, 23 czerwca 2013
Pizza ze szparagami II.
Pokochałam zielone szparagi. Szkoda, że to już koniec sezonu. Kupiłam już chyba ostatni pęczek i część wykorzystałam do tej właśnie pizzy, a część zamroziłam na kolejną ;).
Wcześniej robiłam już pizze ze szparagami, ale bez słodkiego dodatku.
Dla trzech łakomczuchów:
ciasto:
2 i 1/4 szklanki mąki pszennej typu 650
3/4 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej typu 1850
łyżeczka cukru
łyżeczka soli
paczka suchych drożdży 7g
około 310ml ciepłej wody
pięć łyżek oliwy
Mąkę wsypałam do miski, dodałam sól i cukier oraz drożdże. Wymieszałam suche składniki drewnianą łyżką i dolałam wodę. Na początku ciasto może się wydać troszkę zbyt luźne, ale mąka powoli wchłonie nadmiar wilgoci. Gdy już całość jest dokładnie połączona to zdejmuję z łyżki przyklejone ciasto, dolewam oliwę i za pomocą ręki staram się wgnieść tłuszcz do ciasta. Jest ono miękkie, przyjemnie ciepłe i delikatne. Jeśli klei się do ręki to znak, że trzeba dosypać odrobinę mąki, a jeśli nie jest plastyczne i zbija się w twarda kulkę to śmiało możecie dolać trochę wody. Każda mąka jest inna, więc musicie kierować się intuicją. Formuję z ciasta dosyć płaską kulkę i nakrywam grubszą ściereczką. Odstawiam w ciepłe miejsce na około godzinę.
Po wyrośnięciu oprószonymi mąką rękami dzielę ciasto na trzy kawałki i rozkładam je na wyłożonej papierem do pieczenia dużej blasze. Można uformować okrągłe placki, większe lub mniejsze. To zależy od Waszej inwencji. Nas jest trójka i od razu poszłam na całość ;). Placki jednak należy rozpłaszczyć na około pół centymetrową grubość. Wtedy zanurzonymi w mące palcami staram się zrobić pulchne brzeg ugniatając ciasto jakiś centymetr od samego brzegu placków. Tak przygotowane spody cienko smaruję lekkim sosem czosnkowym i układam dodatki.
lekki sos czosnkowy:
200g jogurtu naturalnego
trzy średnie ząbki czosnku
sól morska
świeżo mielony pieprz
sok z cytryny
Do miseczki przekładam jogurt, dodaję sól i pieprz oraz drobno starty lub przeciśnięty czosnek. Dokładnie mieszam by sól się rozpuściła. Dodaję kilka kropli soku z cytryny by połączyła i zrównoważyła smaki oraz nadała sosowi lekkości. Może być troszkę zbyt intensywny, ale w końcu to on przyprawia nam pizzę.
dodatki:
200g zielonych szparagów
plastry ananasa z puszki
jeden pomidor
kukurydza z puszki
żółty ser
kilka podsmażonych pieczarek
świeżo mielony pieprz
rukola
Pizza jest na tyle wdzięczna, że przyjmie chyba każde dodatki ;).
Szparagi umyłam, obieraczką obrałam ze skórki prawie pod samą główkę, pokroiłam skośnie na pół i lekko obgotowałam we wrzątku, aby na pizzy nie były zbyt twarde. Pierw gotowałam dolne części, a na sam koniec wrzuciłam główki bo są delikatniejsze.
Na przygotowane spody z ciasta nałożyłam po dwie łyżki sosu, który dokładnie rozprowadziłam. Nie można go dać za dużo bo wszystko będzie pływać, a ciasto rozmięknie. Na sos położyłam plasterki sera, szparagi, pomidora, posypałam kukurydzą, dodałam podsmażone pieczarki i pokrojonego na mniejsze kawałki ananasa. Posypałam pieprzem. Zostawiłam pizzę na jakieś 10 minut i w tym czasie wyraźnie było widać, że znów podrosła. Piekłam przez około 25 minut w 180stopniach bez termoobiegu na środkowej półce. Pizza była gotowa gdy brzegi się zarumieniły, a po wyjęciu łatwo przesuwała się po papierze. Można też ostrożnie zajrzeć pod spód, bo musi być rumiana i przy postukaniu wydawać głuchy dźwięk jak dobrze wypieczony chleb. Jeśli ser nie zdąży się zarumienić można pizzę na kilka minut przełożyć na wyższą półkę.
Upieczoną pizze polałam resztą czosnkowego sosu, a na wierch dałam dużo świeżo umytej rukoli. Pychota! ;)
Smacznego! ;))
Wcześniej robiłam już pizze ze szparagami, ale bez słodkiego dodatku.
Dla trzech łakomczuchów:
ciasto:
2 i 1/4 szklanki mąki pszennej typu 650
3/4 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej typu 1850
łyżeczka cukru
łyżeczka soli
paczka suchych drożdży 7g
około 310ml ciepłej wody
pięć łyżek oliwy
Mąkę wsypałam do miski, dodałam sól i cukier oraz drożdże. Wymieszałam suche składniki drewnianą łyżką i dolałam wodę. Na początku ciasto może się wydać troszkę zbyt luźne, ale mąka powoli wchłonie nadmiar wilgoci. Gdy już całość jest dokładnie połączona to zdejmuję z łyżki przyklejone ciasto, dolewam oliwę i za pomocą ręki staram się wgnieść tłuszcz do ciasta. Jest ono miękkie, przyjemnie ciepłe i delikatne. Jeśli klei się do ręki to znak, że trzeba dosypać odrobinę mąki, a jeśli nie jest plastyczne i zbija się w twarda kulkę to śmiało możecie dolać trochę wody. Każda mąka jest inna, więc musicie kierować się intuicją. Formuję z ciasta dosyć płaską kulkę i nakrywam grubszą ściereczką. Odstawiam w ciepłe miejsce na około godzinę.
Po wyrośnięciu oprószonymi mąką rękami dzielę ciasto na trzy kawałki i rozkładam je na wyłożonej papierem do pieczenia dużej blasze. Można uformować okrągłe placki, większe lub mniejsze. To zależy od Waszej inwencji. Nas jest trójka i od razu poszłam na całość ;). Placki jednak należy rozpłaszczyć na około pół centymetrową grubość. Wtedy zanurzonymi w mące palcami staram się zrobić pulchne brzeg ugniatając ciasto jakiś centymetr od samego brzegu placków. Tak przygotowane spody cienko smaruję lekkim sosem czosnkowym i układam dodatki.
lekki sos czosnkowy:
200g jogurtu naturalnego
trzy średnie ząbki czosnku
sól morska
świeżo mielony pieprz
sok z cytryny
Do miseczki przekładam jogurt, dodaję sól i pieprz oraz drobno starty lub przeciśnięty czosnek. Dokładnie mieszam by sól się rozpuściła. Dodaję kilka kropli soku z cytryny by połączyła i zrównoważyła smaki oraz nadała sosowi lekkości. Może być troszkę zbyt intensywny, ale w końcu to on przyprawia nam pizzę.
dodatki:
200g zielonych szparagów
plastry ananasa z puszki
jeden pomidor
kukurydza z puszki
żółty ser
kilka podsmażonych pieczarek
świeżo mielony pieprz
rukola
Pizza jest na tyle wdzięczna, że przyjmie chyba każde dodatki ;).
Szparagi umyłam, obieraczką obrałam ze skórki prawie pod samą główkę, pokroiłam skośnie na pół i lekko obgotowałam we wrzątku, aby na pizzy nie były zbyt twarde. Pierw gotowałam dolne części, a na sam koniec wrzuciłam główki bo są delikatniejsze.
Na przygotowane spody z ciasta nałożyłam po dwie łyżki sosu, który dokładnie rozprowadziłam. Nie można go dać za dużo bo wszystko będzie pływać, a ciasto rozmięknie. Na sos położyłam plasterki sera, szparagi, pomidora, posypałam kukurydzą, dodałam podsmażone pieczarki i pokrojonego na mniejsze kawałki ananasa. Posypałam pieprzem. Zostawiłam pizzę na jakieś 10 minut i w tym czasie wyraźnie było widać, że znów podrosła. Piekłam przez około 25 minut w 180stopniach bez termoobiegu na środkowej półce. Pizza była gotowa gdy brzegi się zarumieniły, a po wyjęciu łatwo przesuwała się po papierze. Można też ostrożnie zajrzeć pod spód, bo musi być rumiana i przy postukaniu wydawać głuchy dźwięk jak dobrze wypieczony chleb. Jeśli ser nie zdąży się zarumienić można pizzę na kilka minut przełożyć na wyższą półkę.
Upieczoną pizze polałam resztą czosnkowego sosu, a na wierch dałam dużo świeżo umytej rukoli. Pychota! ;)
Smacznego! ;))
sobota, 15 czerwca 2013
Smoothie: truskawki, banan i świeża mięta.
W końcu jest ciepło i orzeźwienie potrzebne jest pod każda postacią. Dziś jest to pyszny, gęsty i orzeźwiający koktajl owocowy z naturalnym jogurtem.
Dla dwóch osób:
półtorej szklanki truskawek
dojrzały banan
kilka listków świeżej mięty
duży kubek naturalnego jogurtu
dwie łyżeczki trzcinowego cukru
opcjonalnie mleko dla rozrzedzenia
Truskawki umyłam i obrałam, pokroiłam na mniejsze kawałki i wrzuciłam do blendera. Banana obrałam, pokroiłam i również wylądował w blenderze. Dodałam opłukane listki mięty i jogurt. Zmiksowałam na gładko. Jeśli smoothie jest zbyt kwaśny dodajemy cukier, a gdy troszkę zbyt gęsty to zimne mleko lub kostki lodu. Wszystkie składniki uprzednio schłodziłam.
Smacznego! ;))
Dla dwóch osób:
półtorej szklanki truskawek
dojrzały banan
kilka listków świeżej mięty
duży kubek naturalnego jogurtu
dwie łyżeczki trzcinowego cukru
opcjonalnie mleko dla rozrzedzenia
Truskawki umyłam i obrałam, pokroiłam na mniejsze kawałki i wrzuciłam do blendera. Banana obrałam, pokroiłam i również wylądował w blenderze. Dodałam opłukane listki mięty i jogurt. Zmiksowałam na gładko. Jeśli smoothie jest zbyt kwaśny dodajemy cukier, a gdy troszkę zbyt gęsty to zimne mleko lub kostki lodu. Wszystkie składniki uprzednio schłodziłam.
Smacznego! ;))
niedziela, 9 czerwca 2013
Imprezowa sałatka z makaronem.
Po sobotnim koncercie zostałyśmy nakarmione taką właśnie sałatką. Jest to przepis Marty, którą serdecznie pozdrawiam. Nie byłabym oczywiście sobą gdybym kilku smaczków nie dodała ;). Sałatka jest tłusta i treściwa, stąd określenie imprezowej. Dobrze sprawdzi się w roli "podkładki".
Dla czterech osób użyłam:
dziewięć większych, mocno czerwonych pomidorków koktajlowych
150g sera feta
czternaście czarnych oliwek z pestką
sześć suszonych pomidorów z oleju
olej z suszonych pomidorów
kilka listków świeżej bazylii
świeżo mielony pieprz kolorowy
płatki chili do smaku
200g grubszego makaronu, może być trójkolorowy
Pomidorki sparzyłam i obrałam ze skórki, ale nie trzeba tego robić. My po prostu nie lubi my ze skórą. Pokroiłam na ćwiartki. Ser feta odsączyłam i pokroiłam w półcentymetrową kostkę. Suszone pomidory również posiekałam w kostkę. Oliwki po pestce przekroiłam na pół. Pestki wyrzuciłam, połówki oliwek pokroiłam w paseczki. Wszystkie składniki wrzuciłam do miski. Porwałam do tego listki bazylii, dodałam pieprz i płatki chili.
Makaron ugotowałam do miękkości, odlałam i porządnie przelałam zimną wodą. Przed wrzuceniem do sałatki trzeba go mocno odsączyć w wody. Inaczej rozwodni nam sos, a tego chcemy uniknąć. Dodałam go do miski i polałam jakimiś dziesięcioma łyżkami pomidorowego oleju. Musicie spróbować i sami wyczuć jego ilość.
Sałatki z makaronem trzeba zjadać tego samego dnia. Później tylko tracą na smaku, zwłaszcza jak się je przechowuje w lodówce. Więc przygotowujemy i zjadamy.
W przepisie nie ma soli, bo oliwki i ser są wystarczająco słone by doprawić całość.
Smacznego! ;))
Dla czterech osób użyłam:
dziewięć większych, mocno czerwonych pomidorków koktajlowych
150g sera feta
czternaście czarnych oliwek z pestką
sześć suszonych pomidorów z oleju
olej z suszonych pomidorów
kilka listków świeżej bazylii
świeżo mielony pieprz kolorowy
płatki chili do smaku
200g grubszego makaronu, może być trójkolorowy
Pomidorki sparzyłam i obrałam ze skórki, ale nie trzeba tego robić. My po prostu nie lubi my ze skórą. Pokroiłam na ćwiartki. Ser feta odsączyłam i pokroiłam w półcentymetrową kostkę. Suszone pomidory również posiekałam w kostkę. Oliwki po pestce przekroiłam na pół. Pestki wyrzuciłam, połówki oliwek pokroiłam w paseczki. Wszystkie składniki wrzuciłam do miski. Porwałam do tego listki bazylii, dodałam pieprz i płatki chili.
Makaron ugotowałam do miękkości, odlałam i porządnie przelałam zimną wodą. Przed wrzuceniem do sałatki trzeba go mocno odsączyć w wody. Inaczej rozwodni nam sos, a tego chcemy uniknąć. Dodałam go do miski i polałam jakimiś dziesięcioma łyżkami pomidorowego oleju. Musicie spróbować i sami wyczuć jego ilość.
Sałatki z makaronem trzeba zjadać tego samego dnia. Później tylko tracą na smaku, zwłaszcza jak się je przechowuje w lodówce. Więc przygotowujemy i zjadamy.
W przepisie nie ma soli, bo oliwki i ser są wystarczająco słone by doprawić całość.
Smacznego! ;))
niedziela, 26 maja 2013
Pizza ze szparagami.
Muszę przyznać, że moje drugie podejście do szparagów jest bardzo udane. Może tak być, bo pierwsze było z białymi i jakoś nie podeszły ;). Poprzedni przepis był na banalne szparagi z patelni, a teraz mam przyjemność zaprosić Was na pizzę. Do tego moje ukochane ciasto.
Dla trzech łakomczuchów:
ciasto:
2 i 1/4 szklanki mąki pszennej typu 650
3/4 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej typu 1850
łyżeczka cukru
łyżeczka soli
paczka suchych drożdży 7g
około 310ml ciepłej wody
pięć łyżek oliwy
Mąkę wsypałam do miski, dodałam sól i cukier oraz drożdże. Wymieszałam suche składniki drewnianą łyżką i dolałam wodę. Na początku ciasto może się wydać troszkę zbyt luźne, ale mąka powoli wchłonie nadmiar wilgoci. Gdy już całość jest dokładnie połączona to zdejmuję z łyżki przyklejone ciasto, dolewam oliwę i za pomocą ręki staram się wgnieść tłuszcz do ciasta. Jest ono miękkie, przyjemnie ciepłe i delikatne. Jeśli klei się do ręki to znak, że trzeba dosypać odrobinę mąki, a jeśli nie jest plastyczne i zbija się w twarda kulkę to śmiało możecie dolać trochę wody. Każda mąka jest inna, więc musicie kierować się intuicją. Formuję z ciasta dosyć płaską kulkę i nakrywam grubszą ściereczką. Odstawiam w ciepłe miejsce na około godzinę.
Po wyrośnięciu oprószonymi mąką rękami dzielę ciasto na trzy kawałki i rozkładam je na wyłożonej papierem do pieczenia dużej blasze. Można uformować okrągłe placki, większe lub mniejsze. To zależy od Waszej inwencji. Nas jest trójka i od razu poszłam na całość ;). Placki jednak należy rozpłaszczyć na około pół centymetrową grubość. Wtedy zanurzonymi w mące palcami staram się zrobić pulchne brzeg ugniatając ciasto jakiś centymetr od samego brzegu placków. Tak przygotowane spody cienko smaruję lekkim sosem czosnkowym i układam dodatki.
lekki sos czosnkowy:
200g jogurtu naturalnego
trzy średnie ząbki czosnku
sól morska
świeżo mielony pieprz
sok z cytryny
Do miseczki przekładam jogurt, dodaję sól i pieprz oraz drobno starty lub przeciśnięty czosnek. Dokładnie mieszam by sól się rozpuściła. Dodaję kilka kropli soku z cytryny by połączyła i zrównoważyła smaki oraz nadała sosowi lekkości. Może być troszkę zbyt intensywny, ale w końcu to on przyprawia nam pizzę.
dodatki:
200g zielonych szparagów
kulka mozzarelli
jeden pomidor
świeżo mielony pieprz
Szparagi umyłam, pokroiłam skośnie i lekko obgotowałam we wrzątku, aby na pizzy nie były zbyt twarde. Pierw gotowałam dolne części, a na sam koniec wrzuciłam główki by jedynie się zblanszowały.
Na przygotowane spody z ciasta nałożyłam po dwie łyżki sosu, który dokładnie rozprowadziłam. Nie można go dać za dużo bo wszystko będzie pływać, a ciasto rozmięknie. Ułożyłam szparagi, pomidora i na samą górę porwaną mozzarellę. Posypałam pieprzem. Zostawiłam pizzę na jakieś 10 minut i w tym czasie wyraźnie było widać, że znów podrosła. Piekłam przez około 25 minut w 180stopniach bez termoobiegu na środkowej półce. Pizza była gotowa gdy brzegi się zarumieniły, a po wyjęciu łatwo przesuwała się po papierze. Można też ostrożnie zajrzeć pod spód, bo musi być rumiana i przy postukaniu wydawać głuchy dźwięk jak dobrze wypieczony chleb. Jeśli ser nie zdąży się zarumienić można pizzę na kilka minut przełożyć na wyższą półkę.
Upieczoną pizze polałam resztą czosnkowego sosu. Pychota! ;)
Smacznego!
Dla trzech łakomczuchów:
ciasto:
2 i 1/4 szklanki mąki pszennej typu 650
3/4 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej typu 1850
łyżeczka cukru
łyżeczka soli
paczka suchych drożdży 7g
około 310ml ciepłej wody
pięć łyżek oliwy
Mąkę wsypałam do miski, dodałam sól i cukier oraz drożdże. Wymieszałam suche składniki drewnianą łyżką i dolałam wodę. Na początku ciasto może się wydać troszkę zbyt luźne, ale mąka powoli wchłonie nadmiar wilgoci. Gdy już całość jest dokładnie połączona to zdejmuję z łyżki przyklejone ciasto, dolewam oliwę i za pomocą ręki staram się wgnieść tłuszcz do ciasta. Jest ono miękkie, przyjemnie ciepłe i delikatne. Jeśli klei się do ręki to znak, że trzeba dosypać odrobinę mąki, a jeśli nie jest plastyczne i zbija się w twarda kulkę to śmiało możecie dolać trochę wody. Każda mąka jest inna, więc musicie kierować się intuicją. Formuję z ciasta dosyć płaską kulkę i nakrywam grubszą ściereczką. Odstawiam w ciepłe miejsce na około godzinę.
Po wyrośnięciu oprószonymi mąką rękami dzielę ciasto na trzy kawałki i rozkładam je na wyłożonej papierem do pieczenia dużej blasze. Można uformować okrągłe placki, większe lub mniejsze. To zależy od Waszej inwencji. Nas jest trójka i od razu poszłam na całość ;). Placki jednak należy rozpłaszczyć na około pół centymetrową grubość. Wtedy zanurzonymi w mące palcami staram się zrobić pulchne brzeg ugniatając ciasto jakiś centymetr od samego brzegu placków. Tak przygotowane spody cienko smaruję lekkim sosem czosnkowym i układam dodatki.
lekki sos czosnkowy:
200g jogurtu naturalnego
trzy średnie ząbki czosnku
sól morska
świeżo mielony pieprz
sok z cytryny
Do miseczki przekładam jogurt, dodaję sól i pieprz oraz drobno starty lub przeciśnięty czosnek. Dokładnie mieszam by sól się rozpuściła. Dodaję kilka kropli soku z cytryny by połączyła i zrównoważyła smaki oraz nadała sosowi lekkości. Może być troszkę zbyt intensywny, ale w końcu to on przyprawia nam pizzę.
dodatki:
200g zielonych szparagów
kulka mozzarelli
jeden pomidor
świeżo mielony pieprz
Szparagi umyłam, pokroiłam skośnie i lekko obgotowałam we wrzątku, aby na pizzy nie były zbyt twarde. Pierw gotowałam dolne części, a na sam koniec wrzuciłam główki by jedynie się zblanszowały.
Na przygotowane spody z ciasta nałożyłam po dwie łyżki sosu, który dokładnie rozprowadziłam. Nie można go dać za dużo bo wszystko będzie pływać, a ciasto rozmięknie. Ułożyłam szparagi, pomidora i na samą górę porwaną mozzarellę. Posypałam pieprzem. Zostawiłam pizzę na jakieś 10 minut i w tym czasie wyraźnie było widać, że znów podrosła. Piekłam przez około 25 minut w 180stopniach bez termoobiegu na środkowej półce. Pizza była gotowa gdy brzegi się zarumieniły, a po wyjęciu łatwo przesuwała się po papierze. Można też ostrożnie zajrzeć pod spód, bo musi być rumiana i przy postukaniu wydawać głuchy dźwięk jak dobrze wypieczony chleb. Jeśli ser nie zdąży się zarumienić można pizzę na kilka minut przełożyć na wyższą półkę.
Upieczoną pizze polałam resztą czosnkowego sosu. Pychota! ;)
Smacznego!
piątek, 17 maja 2013
Szybki chłodnik.
Jest kilka ciepłych dni i warto je wykorzystać, bo zaraz znów się może popsuć pogoda. A chłodnik jest idealny właśnie na te ciepłe dni, kiedy nic nam się nie chce. Nie mówiąc już o gotowaniu i gorącym jedzeniu.W tym przypadku nie trzeba nic gotować, młode buraczki nie są twarde i pięknie wzbogacają konsystencję całości.
Proporcja dla trzech osób na dwa dni:
sześć gruntowych lub trzy cienkie szklarniowe ogórki
pęczek rzodkiewek
dwa pęczki botwinki z większymi buraczkami
pół pęczka szczypiorku
pół pęczka koperku
pół litra kefiru
400g jogurtu naturalnego
sól morska
świeżo mielony pieprz
Wszystkie warzywa myję. Buraczki i ogórka obieram i trę razem z rzodkiewkami na tarce jarzynowej. Używam też botwinki, ale wybieram tylko te najładniejsze liście. Tu wyszło jakieś pół pęczka. Umyłam je i razem z łodyżkami drobno posiekałam. Umyty szczypiorek i koperek także posiekałam i wszystkie składniki wrzucałam do jednej większej miski. Obficie posypałam solą i zmieliłam dużo pieprzy. Dolałam kefir i dołożyłam jogurt, dokładnie wymieszałam. Używam kefiru i jogurtu, bo dla mnie idealnie się uzupełniają. Kefir jest rzadszy, ale bardziej kwaskowy od jogurtu. Od lat robię właśnie taki chłodnik. Najlepiej jest go wstawić do lodówki na jakiś czas by smaki się połączyły, ale jedzony od razu też jest pyszny! Moi jedli go z sadzonym jajkiem, a ja z pysznym pełnoziarnistym chlebem. Ci co czytają profil ma fb znają moje ostatnie przygody z krojeniem chleba. Paluszek pozdrawia i stara się trzymać! ;).
Następnego dnia najlepiej wyjąć go z lodówki na chwilę przed jedzeniem, by nie był lodowaty i przy jedzeniu nie bolały zęby. Trzeba też go dokładnie wymieszać, bo na górze może zebrać się woda.
Smacznego! ;))
Proporcja dla trzech osób na dwa dni:
sześć gruntowych lub trzy cienkie szklarniowe ogórki
pęczek rzodkiewek
dwa pęczki botwinki z większymi buraczkami
pół pęczka szczypiorku
pół pęczka koperku
pół litra kefiru
400g jogurtu naturalnego
sól morska
świeżo mielony pieprz
Wszystkie warzywa myję. Buraczki i ogórka obieram i trę razem z rzodkiewkami na tarce jarzynowej. Używam też botwinki, ale wybieram tylko te najładniejsze liście. Tu wyszło jakieś pół pęczka. Umyłam je i razem z łodyżkami drobno posiekałam. Umyty szczypiorek i koperek także posiekałam i wszystkie składniki wrzucałam do jednej większej miski. Obficie posypałam solą i zmieliłam dużo pieprzy. Dolałam kefir i dołożyłam jogurt, dokładnie wymieszałam. Używam kefiru i jogurtu, bo dla mnie idealnie się uzupełniają. Kefir jest rzadszy, ale bardziej kwaskowy od jogurtu. Od lat robię właśnie taki chłodnik. Najlepiej jest go wstawić do lodówki na jakiś czas by smaki się połączyły, ale jedzony od razu też jest pyszny! Moi jedli go z sadzonym jajkiem, a ja z pysznym pełnoziarnistym chlebem. Ci co czytają profil ma fb znają moje ostatnie przygody z krojeniem chleba. Paluszek pozdrawia i stara się trzymać! ;).
Następnego dnia najlepiej wyjąć go z lodówki na chwilę przed jedzeniem, by nie był lodowaty i przy jedzeniu nie bolały zęby. Trzeba też go dokładnie wymieszać, bo na górze może zebrać się woda.
Smacznego! ;))
Subskrybuj:
Posty (Atom)









