Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przekąski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przekąski. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 maja 2015

Ziołowy falafel.

Strasznie dawno nie jadłam domowego falafela. Ostatnio najczęściej jem go w "kebabie" podczas wypadów na miasto z Narzeczonym.. Jednak nie ma to jak dogodzić sobie samej ;)

                                                                                        Na sześć sztuk:

200g suchej ciecierzycy (trzeba namoczyć na noc!)
cztery duże ząbki czosnku
pół łyżeczki nasion kolendry
łyżeczka nasion czarnuszki
trzy około 5cm gałązki rozmarynu
sześć dużych liści szałwii, razem z gałązkami
cztery około 5cm gałązki tymianku
malutka suszona chili
ziołowa sól
świeżo mielony pieprz

dwie duże łyżki płatków owsianych

olej do smażenia



Wszystkie składniki przepuszczam przez maszynkę do mielenia. Partiami ciecierzyca i zioła, obrany czosnek znów ciecierzyca, na sam koniec daję płatki owsiane i w ten sposób oczyszczam trochę maszynkę z masy. Doprawiam wszystko solą i pieprzem. Po wymieszaniu zostawiam na około 10 minut by płatki owsiane wchłonęły wilgoć. Formuję zwarte kotleciki i smażę na rozgrzanym oleju. Jakby masa nie chciała się formować należy dodać odrobinę wody z moczenia ciecierzycy.




Swoje zjadłam w formie skromnego burgera na przypieczonej bułce z ogórkiem kiszonym, serem z ziołami, musztardą ziarnista i miodem. Tak skromnie, bo użyłam tego co było w domu. Ale Wy możecie zaszaleć z pomidorem, kiełkami wszelakimi, oczywiście sałatą i tym czego dusza zapragnie!

Smacznego! :)

piątek, 12 lipca 2013

Młode ziemniaki z bobem.

Od dawna chodziła za nami sałatka ziemniaczana z majonezem. Jednak takiej tradycyjnej warzywnej jakoś nikomu nie chciało się robić. Tu prostsze i niezwykle smaczne rozwiązanie. Robiąc tę sałatkę musimy się bardzo pilnować by nie wyjeść całego bobu i ziemniaków przed jej przygotowaniem. Do tego wegański majonez i cała rodzina szczęśliwa ;). Do tego świeżość składników, nie mogło się nie udać...


kilogram małych młodych ziemniaków
pół kilograma świeżego bobu
pęczek koperku
majonez jaglany
sól morska
świeżo mielony kolorowy pieprz

Ziemniaki oskrobałam i ugotowałam do miękkości. Po zagotowaniu posoliłam. Ugotowane odlałam i zostawiłam do całkowitego ostudzenia.

Bób ugotowałam do miękkości. Myślę, że każdy lubi inny bób, więc co jakiś czas trzeba go próbować. Tu także gdy woda się zagotowała dodałam soli. Ugotowane i jeszcze ciepłe fasolki obierałam z łupin. Gdy wystygną staje się to trudniejsze. Po wyłuskaniu zostawiłam do wystygnięcia.

Do tego przepisu zrobiłam majonez według przepisu z bloga Smakoterapia. Dodałam do niego jednak trochę ponad szklankę gotowanej jagli, łyżeczkę ostrej rosyjskiej musztardy i trzy niewielkie ząbki młodego czosnku. Dla odrobiny kwaskowatego posmaku dodałam dwie łyżki octu jabłkowego. Dla osłody łyżeczkę trzcinowego cukru. Oleju też jakoś mniej mi się wlało i był idealny!

Koperek opłukałam i drobno posiekałam.

Wystudzone ziemniaki kroiłam wzdłuż na pół i kolejno na około centymetrowe plastry. Tak by łatwo się je jadło.

Wszystkie składniki włożyłam do dużej miski i wymieszałam ze sobą. Doprawiłam sporą szczyptą soli i świeżo mielonym pieprzem.

Trochę sałatki zostało, więc włożyłam ją do plastikowego pojemnika i do lodówki. Następnego dnia była równie pyszna.

Smacznego! ;))

czwartek, 27 czerwca 2013

Placuszki z truskawkami.

Zazwyczaj takie placuszki robiłam z jabłkami, ale skoro mamy sezon na truskawki to dlaczego nie zrobić ich z nimi? Są wyjątkowo pyszne, a sok z owoców nadał plackom specyficznego koloru.


Na około 16 placuszków:

szklanka mąki pszennej razowej
szklanka mąki pszennej typu 650
kopiasta łyżka mąki ziemniaczanej
pięć łyżek błyskawicznych płatków owsianych
szklanka mleka
szklanka kefiru
łyżka gorącej wody
dziesięć słodzików
łyżeczka proszku do pieczenia
łyżeczka sody

dwie szklanki pokrojonych w plastry truskawek

olej rzepakowy do smażenia

Do miski wsypałam suche składniki, wymieszałam i powoli wlewałam do nich płyny. Podobno jeśli w ten sposób łączy się składniki to nie ma grudek. Nawet jak są to mi niespecjalnie przeszkadzają, ale tu faktycznie ich nie było ;). Moje truskawki były dosyć kwaśne stąd w przepisie słodzik. Rozpuściłam go w łyżce gorącej wody. Wymieszane ciasto odstawiam na jakieś 10 minut, by mąka całkowicie wchłonęła wilgoć. Masa powinna być dosyć gęsta, podobna do kwaśnej śmietany.

Opłukałam i obrałam truskawki. Pokroiłam je w plasterki i wrzuciłam do gęstej masy. Delikatnie wymieszałam. Masę powinno się dosyć łatwo nabierać duża łyżką. Na niewielkiej ilości rozgrzanego tłuszczu smażyłam placuszki z dwóch łyżek masy. Kontrolowałam by w każdym było odpowiednio kawałków truskawek. Gdy placki są rumiane i zaczynają skwierczeć to znak, że są gotowe. Truskawki zaczną też puszczać sok. Jeśli zostawimy je dłużej na patelni to zacznie się przypalać.

Gdyby placuszki ciężko się przewracało i gdyby się rozpadały należy dodać jeszcze trochę mąki.

Jeśli placuszki będą dla Was mało słodkie, śmiało polejcie je miodem. Pasuje idealnie.

Smacznego! ;)

niedziela, 23 czerwca 2013

Pizza ze szparagami II.

Pokochałam zielone szparagi. Szkoda, że to już koniec sezonu. Kupiłam już chyba ostatni pęczek i część wykorzystałam do tej właśnie pizzy, a część zamroziłam na kolejną ;).
Wcześniej robiłam już pizze ze szparagami, ale bez słodkiego dodatku.


Dla trzech łakomczuchów:

ciasto: 
2 i 1/4 szklanki mąki pszennej typu 650
3/4 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej typu 1850
łyżeczka cukru
łyżeczka soli
paczka suchych drożdży 7g
około 310ml ciepłej wody
pięć łyżek oliwy








Mąkę wsypałam do miski, dodałam sól i cukier oraz drożdże. Wymieszałam suche składniki drewnianą łyżką i dolałam wodę. Na początku ciasto może się wydać troszkę zbyt luźne, ale mąka powoli wchłonie nadmiar wilgoci. Gdy już całość jest dokładnie połączona to zdejmuję z łyżki przyklejone ciasto, dolewam oliwę i za pomocą ręki staram się wgnieść tłuszcz do ciasta. Jest ono miękkie, przyjemnie ciepłe i delikatne. Jeśli klei się do ręki to znak, że trzeba dosypać odrobinę mąki, a jeśli nie jest plastyczne i zbija się w twarda kulkę to śmiało możecie dolać trochę wody. Każda mąka jest inna, więc musicie kierować się intuicją. Formuję z ciasta dosyć płaską kulkę i nakrywam grubszą ściereczką. Odstawiam w ciepłe miejsce na około godzinę.
Po wyrośnięciu oprószonymi mąką rękami dzielę ciasto na trzy kawałki i rozkładam je na wyłożonej papierem do pieczenia dużej blasze. Można uformować okrągłe placki, większe lub mniejsze. To zależy od Waszej inwencji. Nas jest trójka i od razu poszłam na całość ;). Placki jednak należy rozpłaszczyć na około pół centymetrową grubość. Wtedy zanurzonymi w mące palcami staram się zrobić pulchne brzeg ugniatając ciasto jakiś centymetr od samego brzegu placków. Tak przygotowane spody cienko smaruję lekkim sosem czosnkowym i układam dodatki.

lekki sos czosnkowy:

200g jogurtu naturalnego
trzy średnie ząbki czosnku
sól morska
świeżo mielony pieprz
sok z cytryny

Do miseczki przekładam jogurt, dodaję sól i pieprz oraz drobno starty lub przeciśnięty czosnek. Dokładnie mieszam by sól się rozpuściła. Dodaję kilka kropli soku z cytryny by połączyła i zrównoważyła smaki oraz nadała sosowi lekkości. Może być troszkę zbyt intensywny, ale w końcu to on przyprawia nam pizzę.

dodatki:

200g zielonych szparagów
plastry ananasa z puszki
jeden pomidor
kukurydza z puszki
żółty ser
kilka podsmażonych pieczarek
świeżo mielony pieprz
rukola

Pizza jest na tyle wdzięczna, że przyjmie chyba każde dodatki ;).


Szparagi umyłam, obieraczką obrałam ze skórki prawie pod samą główkę, pokroiłam skośnie na pół i lekko obgotowałam we wrzątku, aby na pizzy nie były zbyt twarde. Pierw gotowałam dolne części, a na sam koniec wrzuciłam główki bo są delikatniejsze.


Na przygotowane spody z ciasta nałożyłam po dwie łyżki sosu, który dokładnie rozprowadziłam. Nie można go dać za dużo bo wszystko będzie pływać, a ciasto rozmięknie. Na sos położyłam plasterki sera, szparagi, pomidora, posypałam kukurydzą, dodałam podsmażone pieczarki i pokrojonego na mniejsze kawałki ananasa. Posypałam pieprzem. Zostawiłam pizzę na jakieś 10 minut i w tym czasie wyraźnie było widać, że znów podrosła. Piekłam przez około 25 minut w 180stopniach bez termoobiegu na środkowej półce. Pizza była gotowa gdy brzegi się zarumieniły, a po wyjęciu łatwo przesuwała się po papierze. Można też ostrożnie zajrzeć pod spód, bo musi być rumiana i przy postukaniu wydawać głuchy dźwięk jak dobrze wypieczony chleb. Jeśli ser nie zdąży się zarumienić można pizzę na kilka minut przełożyć na wyższą półkę.
Upieczoną pizze polałam resztą czosnkowego sosu, a na wierch dałam dużo świeżo umytej rukoli. Pychota! ;)

Smacznego! ;))

niedziela, 9 czerwca 2013

Imprezowa sałatka z makaronem.

Po sobotnim koncercie zostałyśmy nakarmione taką właśnie sałatką. Jest to przepis Marty, którą serdecznie pozdrawiam. Nie byłabym oczywiście sobą gdybym kilku smaczków nie dodała ;). Sałatka jest tłusta i treściwa, stąd określenie imprezowej. Dobrze sprawdzi się w roli "podkładki".


Dla czterech osób użyłam:

dziewięć większych, mocno czerwonych pomidorków koktajlowych
150g sera feta
czternaście czarnych oliwek z pestką
sześć suszonych pomidorów z oleju
olej z suszonych pomidorów
kilka listków świeżej bazylii
świeżo mielony pieprz kolorowy
płatki chili do smaku

200g grubszego makaronu, może być trójkolorowy

Pomidorki sparzyłam i obrałam ze skórki, ale nie trzeba tego robić. My po prostu nie lubi my ze skórą. Pokroiłam na ćwiartki. Ser feta odsączyłam i pokroiłam w półcentymetrową kostkę. Suszone pomidory również posiekałam w kostkę. Oliwki po pestce przekroiłam na pół. Pestki wyrzuciłam, połówki oliwek pokroiłam w paseczki. Wszystkie składniki wrzuciłam do miski. Porwałam do tego listki bazylii, dodałam pieprz i płatki chili.
Makaron ugotowałam do miękkości, odlałam i porządnie przelałam zimną wodą. Przed wrzuceniem do sałatki trzeba go mocno odsączyć w wody. Inaczej rozwodni nam sos, a tego chcemy uniknąć. Dodałam go do miski i polałam jakimiś dziesięcioma łyżkami pomidorowego oleju. Musicie spróbować i sami wyczuć jego ilość.

Sałatki z makaronem trzeba zjadać tego samego dnia. Później tylko tracą na smaku, zwłaszcza jak się je przechowuje w lodówce. Więc przygotowujemy i zjadamy.

W przepisie nie ma soli, bo oliwki i ser są wystarczająco słone by doprawić całość.

Smacznego! ;))

piątek, 10 maja 2013

Lekka sałatka z pomidorem i rzodkiewką.

Zaczyna się czas sałatek! Są lekkie, smaczne, kolorowe, pełne witamin. Najlepiej smakują w ciepłe dni, a do tego jest coraz więcej świeżych składników. Szkoda z tego nie skorzystać!


dressing:
cztery łyżki oleju rzepakowego lub oliwy z oliwek
cztery łyżki soku z cytryny
trzy ząbki czosnku
pół łyżeczki trzcinowego cukru lub miodu
szczypta soli morskiej
świeżo mielony kolorowy pieprz
koperek

Do miseczki wlałam olej i sok z cytryny, wymieszałam by sos zrobił się lekko mętny. Wrzuciłam szczyptę soli i cukru, do tego wtarłam ząbki czosnku. Doprawiłam pieprzem i dodałam koperek. Dokładnie wymieszałam. Sos do sałatki zawsze powinien być odrobinę zbyt mocny w smaku. Reszty sałatki przecież nie doprawiamy i jej delikatny smak idealnie zrównoważy się z wyraźniejszym dressingiem.

sałatka:
duża garść młodych listków sałaty
pięć rzodkiewek
dwa średnie pomidory

Pomidory oparzyłam i obrałam ze skórki, pokroiłam w półplasterki. Rzodkiewki umyłam i pokroiłam w plastry. Sałatę porządnie opłukałam na sicie i jak najmocniej odsączyłam z wody. Niestety nie mam jeszcze wirówki do sałaty. Wrzuciłam wszystko do miski, lekko przemierzałam i polałam sosem. Należy to robić przez samym podaniem by sałata nie zwiędła i nie utraciła wspaniałej chrupkości.

Smacznego zielonego! ;))

środa, 1 maja 2013

Chrupiąca ciecierzyca.

Ugotowałam wczoraj dosyć sporo ciecierzycy by dziś zrobić z niej kotlety. I przypomniało mi się, że gdzieś chyba w gazecie widziałam pikantne orzeszki z ciecierzycy właśnie. Długo się nie zastanawiałam, a że piekarnik był gorący po frytkach to szybko poszło. W smaku przypominają mi przyprawione orzeszki ziemne, które można kupić w paczkach. Są bardzo smaczne, właśnie zajadam ;). Ręka sama do nich idzie!


około szklanki ugotowanych ziaren ciecierzycy
słodka papryka
chili
sól
olej rzepakowy

Ugotowaną do miękkości, odsączoną ciecierzycę wrzuciłam do miski, posypałam przyprawami i dodałam niewielką ilość oleju, tylko tyle by wszystko dokładnie pokryło się marynatą, a nie ociekało tłuszczem. Mieszałam chwilkę, aż wszystkie ziarna zrobiły się czerwone. Spróbowałam jedną i musiałam doprawić solą i chili. Lepiej na początku dodać mniej, bo później nie da się niczego odjąć. Wysypałam na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i włożyłam do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni na jakieś 40 minut. Po około 25 minutach sprawdzałam co jakiś czas w jakim są stanie i mieszałam je kołysząc formą. Można do tego użyć łyżki. Spróbowałam czy są smaczne i pozwoliłam im poleżeć w stygnącym piekarniku.

Ziarna gotowałam z dodatkiem ziela angielskiego i liści laurowych co jest wyczuwalne po upieczeniu. 


Smacznego! ;))

środa, 6 marca 2013

Langosze.


Zabierałam się za nie przez ponad pół roku, a wczoraj wieczorem klamka zapadła. Przeczytałam co najmniej kilka różnych przepisów i skomponowałam własny. Może do oryginalnych langoszy im daleko, ale wszystkim bardzo smakowały i na pewno jeszcze zagoszczą na naszym stole.


Na pięć sporych i bardzo sycących placków:

trzy szklanki mąki pszennej typu 650
paczka suchych drożdży
łyżeczka cukru i soli
szklanka letniej wody
dwa średnie ziemniaki
olej rzepakowy do smażenia
żółty ser
keczup

Ziemniaki obieram i gotuję do miękkości w lekko osolonej wodzie. Odlewam i traktuję je tłuczkiem do ziemniaków na w miarę gładką masę. Przekładam do dużej miski i czekam, aż lekko ostygną. Nie mogą być gorące, bo zabiją drożdże. Za to lekko ciepłe pomogą im pracować. Więc gdy ziemniaki już nie parzą dosypuję do nich mąkę, drożdże, sól, cukier i powoli dolewam wodę. Mieszam całość drewnianą łyżką. Wyrabiam chwilkę, aby połączyć i napowietrzyć masę. Formuję w kulkę, posypuję z wierzchu mąką, nakrywam ściereczką i odstawiam na godzinę w ciepłe miejsce. Po tym czasie masa była dwa razy większa i wypełniła prawie całą miskę.


Nie smażyłam langoszy w głębokim tłuszczu, a jedynie nalałam tyle oleju by placek był do połowy zanurzony i nie pływał. Oprószonymi mąką rękami urywałam kawałki wielkości pięści i po obsypaniu mąką rozciągałam je na placki. Właściwie to rozciągają się same, bo są dosyć delikatne. Nie wałkowałam ich, bo nie chciałam wydusić z nich powietrza. Przy smażeniu robiły się przyjemne pęcherze. Ostrożnie wkładam uformowany placek do gorącego oleju. Smażyłam aż zarumienił się od dołu, a po bokach było widać, że ciasto już nie jest surowe. Odwróciłam placek, ostrożnie przyłożyłam do niego papierowy ręczniczek by usunąć z zagłębień nadmiar tłuszczu. Polałam sosem z marynowanej cebulki czy też dołożyłam cebulkę i posypałam serem. Gdy ser się rozpuścił placek był już upieczony i rumiany od spodu. Wyłożyłam placek na papierowy ręcznik i polałam keczupem. Zaskoczyło mnie to, że nie wchłonęły dużo tłuszczu. Były chrupiące z zewnątrz i puszyste w środku.

Marynowana cebulka:
Nie przepadam za surową cebulą i kiedyś chyba Jamie Oliver pokazywał w swoim programie coś podobnego. Nigdzie nie mogłam znaleźć przepisu i oto powstało coś takiego.

cztery średnie czerwone cebule
łyżka octu winnego i dwie łyżki balsamico
szczypta płatków chili
odrobina soli i pieprzu
kilka kropel tabasco

Cebule obrałam, przekroiłam na pół i pokroiłam w bardzo cienkie piórka. Dodałam pozostałe składniki i zaczęłam ugniatać całość ręką. Przyda się do tego lateksowa rękawiczka, bo chili może podrażnić skórę. Gniotę całość, aż zacznie puszczać sok. Odstawiam na jakieś 10 minut by się przegryzło. Oczywiście próbuję i w razie potrzeby doprawiam. Całość powinna być pikantno-słodko-kwaśna. Pod wpływem kwasu zawartego w occie cebulka traci ostrość i mięknie.

Smacznego! ;))

Zapiekanka na bułce.

Nauczono mnie, że jedzenia się nie wyrzuca. Każdemu jednak zdarza się o czymś zapomnieć lub jedzenie ukryje się w otchłani lodówki czy szafki. U mnie tak często jest z bułkami. Gdy niestety dostaną pleśniowych wąsów, odkrawam je i resztę dostają ptaki za oknem, gdy bułka jest sucha na wiór to zajadają się nią moje psy, a gdy są jeszcze jadalne to najczęściej robię z nich szybkie zapiekanki.


Potrzebujemy:
czerstwe bułki
smażone pieczarki
ser żółty
keczup

Jako pieczarkowi maniacy prawie zawsze mamy jakieś usmażone w lodówce czy też zamrożone. Odsmaża się je szybko i pyszne jedzenie prawie od razu gotowe.
Bułkę przekrawam na pół (wyższe bułki kroję nawet na trzy) i środkiem układam na suchej, ciepłej patelni by się ogrzała i lekko zarumieniła. W tym czasie mam już przygotowane standardowe duszone pieczarki z cebulą. Gdy bułka jest przypieczona odwracam ją na drugą stronę, na wierzch kładę pieczarki i kawałki żółtego sera, przykrywam pokrywką by ser się rozpuścił. Zdejmuję z patelni i polewam keczupem, pysznie chrupiące i ciepłe zapiekanki na śniadanie gotowe. Niesamowite jak szybko można odświeżyć pieczywo.

Smacznego! ;))