Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mleko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mleko. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 listopada 2013

Krem orzechowo-kakaowy.

Kto nie kocha kremów czekoladowych z orzechami?  Domowe są jednak najlepsze.
Ten jest mega prostą i tańszą wersją tych sklepowych.


Na około 800ml kremu:

300ml orzechów ziemnych
200ml orzechów laskowych
250ml mleka 2%
dwie łyżki płynnego miodu
dwie łyżki gorzkiego kakao
dwie łyżki delikatnego oleju

Nie jest zbyt słodki, więc duża część z Was może dołożyć miodu :). Pierw jednak warto spróbować takiego.

Wszystkie składniki włożyłam do malaksera, nastawiałam na pełną moc i miksowałam. Robiłam to trzy razy, bo maszynie opornie szło. W końcu zrobił się lśniący, gęsty z niewielkimi kawałkami orzechów. Niebo...

Smacznego! ;)

wtorek, 16 lipca 2013

Sos koperkowy 2.

Sos koperkowy na moim blogu jest najczęściej odwiedzanym postem. Postanowiłam więc pokazać Wam także drugą wersje serwowaną u mnie w domu. Wiem, że ludzie mają opory z wlewaniem mleka do jedzenia, ale tu się to bardzo mocno sprawdza! Powiem nawet, że ten jest smaczniejszy i taki robię częściej...


dwie średnie cebule
pół szklanki gorącej wody
litr mleka
szczypta gałki muszkatołowej
szczypta płatków chili
świeżo mielony pieprz
sól morska
trzy kopiaste łyżki suszonego koperku

około 13 widelców mąki pszennej do zagęszczenia sosu


Cebule obieram i kroję w drobną kostkę. Szkle na niewielkiej ilości oleju z dodatkiem solidnej szczypty soli. Cebula nie powinna się przyrumienić, więc można ją delikatnie podlewać wodą aż całkiem zmięknie. Ciemna i twarda cebula może nam zepsuć sos, który ma być aksamitny. Dodaję do niej pieprz, chili i gałkę muszkatołową. Te ostatnie w mniejszej ilości, bo łatwiej później dodać i nie bawić się w rozcieńczanie. Gdy przyprawy przesmażą nam się z cebulą i będą pięknie pachniały stopniowo wlewam mleko (odlewam z kartonika pół szklanki by w nim rozrobić mąkę do zagęszczenia sosu). Robię tak by garnek całkowicie nie ostygł. Później długo by się grzał, a tak stopniowo ogrzewamy mleko. Gdy całość już się podgrzeje to wsypujemy koperek i dokładnie mieszamy. Na tym etapie sos nie może się przegotować, bo zrobi się kożuch lub spróbuje wykipieć. Do uprzednio odlanego do szklanki mleka wsypuję mąkę. Nabieram ją na widelec, bo zawsze łatwiej mi się nim rozrabiało zawiesinę i nie było grudek. Jednak nie musi to być tak. Każda mąka jest inna i według własnego gustu dopasujcie gęstość sosu. Mąki zawsze można dorobić :). Wlewam zawiesinę do sosu i dokładnie mieszam. Teraz nie wolno zostawić sosu, bo może się przypalić. Dokładnie mieszam go od dna i robię to tak długo, aż zacznie bulgotać. Maka musi się ugotować by nie było jej surowego posmaku. Ostrożnie nabieram trochę sosu na łyżkę i doprawiam. Zazwyczaj brakuje soli i pieprzu. Można je spokojnie dodać i wmieszać.

Gdy od razu po zdjęciu z palnika przykryjemy garnek pokrywką, na sosie nie powinien się utworzyć kożuch. Jeśli jednak się zrobi to nic straconego. Bardzo łatwo go rozmieszać i nawet ślad po nim nie zostanie.

Zawsze przed podaniem odstawiam go na jakieś 10 minut by lekko przestygł. Wtedy dopiero czuć bogactwo jego smaku. Przy okazji poparzenia języka za bardzo smaku nie docenimy...

Smacznego! ;)

czwartek, 27 czerwca 2013

Placuszki z truskawkami.

Zazwyczaj takie placuszki robiłam z jabłkami, ale skoro mamy sezon na truskawki to dlaczego nie zrobić ich z nimi? Są wyjątkowo pyszne, a sok z owoców nadał plackom specyficznego koloru.


Na około 16 placuszków:

szklanka mąki pszennej razowej
szklanka mąki pszennej typu 650
kopiasta łyżka mąki ziemniaczanej
pięć łyżek błyskawicznych płatków owsianych
szklanka mleka
szklanka kefiru
łyżka gorącej wody
dziesięć słodzików
łyżeczka proszku do pieczenia
łyżeczka sody

dwie szklanki pokrojonych w plastry truskawek

olej rzepakowy do smażenia

Do miski wsypałam suche składniki, wymieszałam i powoli wlewałam do nich płyny. Podobno jeśli w ten sposób łączy się składniki to nie ma grudek. Nawet jak są to mi niespecjalnie przeszkadzają, ale tu faktycznie ich nie było ;). Moje truskawki były dosyć kwaśne stąd w przepisie słodzik. Rozpuściłam go w łyżce gorącej wody. Wymieszane ciasto odstawiam na jakieś 10 minut, by mąka całkowicie wchłonęła wilgoć. Masa powinna być dosyć gęsta, podobna do kwaśnej śmietany.

Opłukałam i obrałam truskawki. Pokroiłam je w plasterki i wrzuciłam do gęstej masy. Delikatnie wymieszałam. Masę powinno się dosyć łatwo nabierać duża łyżką. Na niewielkiej ilości rozgrzanego tłuszczu smażyłam placuszki z dwóch łyżek masy. Kontrolowałam by w każdym było odpowiednio kawałków truskawek. Gdy placki są rumiane i zaczynają skwierczeć to znak, że są gotowe. Truskawki zaczną też puszczać sok. Jeśli zostawimy je dłużej na patelni to zacznie się przypalać.

Gdyby placuszki ciężko się przewracało i gdyby się rozpadały należy dodać jeszcze trochę mąki.

Jeśli placuszki będą dla Was mało słodkie, śmiało polejcie je miodem. Pasuje idealnie.

Smacznego! ;)

sobota, 15 czerwca 2013

Smoothie: truskawki, banan i świeża mięta.

W końcu jest ciepło i orzeźwienie potrzebne jest pod każda postacią. Dziś jest to pyszny, gęsty i orzeźwiający koktajl owocowy z naturalnym jogurtem.


Dla dwóch osób:

półtorej szklanki truskawek
dojrzały banan
kilka listków świeżej mięty
duży kubek naturalnego jogurtu
dwie łyżeczki trzcinowego cukru

opcjonalnie mleko dla rozrzedzenia

Truskawki umyłam i obrałam, pokroiłam na mniejsze kawałki i wrzuciłam do blendera. Banana obrałam, pokroiłam i również wylądował w blenderze. Dodałam opłukane listki mięty i jogurt. Zmiksowałam na gładko. Jeśli smoothie jest zbyt kwaśny dodajemy cukier, a gdy troszkę zbyt gęsty to zimne mleko lub kostki lodu. Wszystkie składniki uprzednio schłodziłam.

Smacznego! ;))

sobota, 4 maja 2013

Jaśminowy ryż na mleku z rodzynkami.

Nikogo chyba nie powinno dziwić, że na śniadanie zachciało mi się czegoś ciepłego. Bardzo lubię taki ryż, jest aromatyczny i przyjemnie rozgrzewa. Często robię go wieczorem, a rano tylko odgrzewam.


Na dwa razy:

100ml ryżu jaśminowego
100ml wody
320ml mleka
dwie łyżki cukru trzcinowego
garść rodzynek
pół łyżeczki masła

Rodzynki wsypuję do miski i zalewam wrzątkiem a jakieś 10 minut, mieszam je co jakiś czas by zaczęły pęcznieć. Gdy już widać, że rodzynki są w połowie drogi zabieram się za ryż.
Do garnka z nieprzywierającym dnem wsypuję ryż, dolewam wodę i po wymieszaniu mleko. Stawiam garnek na bardzo małym ogniu i od czasu do czasu sobie o nim przypominam by pomieszać. Gdy mleko zaczyna parować odcedzam rodzynki i dodaję je do garnka. Ponownie mieszam i czekam, aż całość lekko zmieni kolor pod wpływem rodzynek. Nie słodziłam do tej pory, bo rodzynki mimo namoczenia i tak oddadzą dużo słodyczy. Dodaję dwie łyżki trzcinowego cukru i mieszam. Ostatnim razem dodałam trzy łyżki i po ugotowaniu było zdecydowanie za słodkie. Kiedy ryż zgęstnieje trzeba go pilnować by się nie przypalił, a gdy jest już miękki dodaje kawałek masła. Rozpuszczam go mieszając, przykrywam garnek pokrywką, odstawiam na jakieś 10 minut by ryż troszkę ostygł i napęczniał.

Następnego dnia dolewam odrobinę mleka i powoli odgrzewam.

Smacznego! ;)

czwartek, 21 lutego 2013

Domowe tofu.

Gdy posiadamy już mleko sojowe, wyrób tofu jest bardzo prosty. Robiłam pierwszy raz i wyszło idealne, więc chyba coś musi w tym być ;)

Zapraszam tutaj: Przepis na mleko sojowe


Miałam trochę ponad litr sojowego mleka i zakwasiłam je zwykłym sokiem z cytryny. Robiłam to na wyczucie. Podgrzałam ostrożnie mleko, tak by się nie gotowało i nie przypaliło. Do gorącego, ale zdjętego już z palnika po trochu dodawałam sok. Pierw jakąś łyżkę i zamieszałam, zrobiło się kilka małych grudek. Zostawiłam na kilka minut. Nie było jakiegoś spektakularnego efektu, więc dodawałam co jakiś czas po kilka kropel, wymieszałam i spróbowałam. Dodałam w sumie sok z połowy dosyć małej cytryny. Nie było cytrynowe, a jedynie lekko kwaskowe. Zostawiłam na 20 minut. Po zamieszaniu było wyraźnie widać, że przyjemnie zgęstniało.
Gaza którą miałam w domu wydała mi się zbyt rzadka, więc sięgnęłam po sposób naszych babć czyli pończochę. Wzięłam nową, cielistą podkolanówkę z lycrą. Porządnie ją wyszorowałam pod bieżącą wodą by pozbyć się zapachu. Naciągnęłam mokrą na duży słoik i ostrożnie wlewałam zakwaszoną miksturę. Delikatnie pomogłam serwatce wydostać się na zewnątrz, tak by jednocześnie nie wycisnąć drogocennego tofu ;).
Zostawiłam na pewien czas by spokojnie kapało, później uformowałam kulkę i zawiązałam supeł na pończosze. Włożyłam tofu na gęste sitko i obciążyłam miseczką by powoli pozbywało się serwatki. Po całej nocy ociekania wyszło około 150g cudownie aksamitnego tofu.
Sama nie wiem czy zrobić z niego mus czekoladowy czy zostawić na śniadanie i dodać szczypiorek z rzodkiewką.

Smacznego! ;))

Domowe mleko sojowe. Napój sojowy.

Bardzo proste w przygotowaniu. Najtrudniejsze jest czekanie, aż soja się namoczy ;). Sklepowe, które piłam były zazwyczaj przesłodzone. Domowe możemy doprawić według własnego gustu. Mleko można pić, dodawać do kawy, ciast czy też zrobić tofu.
Przed snem wypiłam kubek ciepłego mleka z miodem, było bardzo smaczne ;).


Namoczyłam 300g soi i wyszło mi z tego prawie dwa i pół litra mleka!

Ziarna moczyłam przez około 24h w zimnej wodzie. Wsypałam do garnka, wypłukałam, zalałam wodą i odstawiłam w chłodne miejsce by nie skisło. Zrobiłam to wieczorem i następnego dnia o podobnej porze zabrałam się za miksowanie.

Już namoczone ziarna trzeba dobrze wypłukać pod bieżącą wodą. Do blendera wrzucałam po niedużej szklance soi z identyczną ilością wody. Szklanka namoczonej soi i ta sama szklanka wody. Podczas miksowania wytwarza się dosyć dużo piany, dlatego wszystkiego powinno być około połowy pojemnika. Soję z wodą trzeba długo miksować, aby maksymalnie rozdrobnić ziarno. Miksturę wylewałam do dużego i bardzo gęstego metalowego sita umieszczonego na misce. Mleko które wyciekło przelewałam do garnka. Każdą porcję ziaren trzeba zmiksować dwa razy, za każdym razem dodając szklankę wody. Czyli raz soja z wodą i drugi raz już pulpa z wodą. Gdy przerobiłam wszystko, zostawiłam na sicie na jakieś 15 minut, aby mocno okapało.

Sojowe resztki które zostały na sicie podzieliłam na porcje i zamroziłam. Użyję ich później do robienia kotletów, można je również dodać do chleba. Moje miały konsystencję mocno ubitej śmietany z kremówki.

Mleko powoli podgrzałam by się nie zagotowało i nie przypaliło.
Około litr mleka odlałam do butelki do późniejszego wypicia. Troszkę zapobiegawczo dodałam szczyptę soli morskiej, może tak szybko się nie zepsuje. Z reszty mleka zrobiłam próbne tofu.
Proszę bardzo: Domowe tofu.

Smacznego ;)